Francja: „permanentny” stan wyjątkowy

855 0
KATARZYNA MIERZEJEWSKA

Paryskie zamachy

7 stycznia 2015 roku dwaj terroryści zaatakowali francuski magazyn satyryczny Charlie Hebdo, zabijając 17 osób, głównie członków redakcji. Do przeprowadzenia zamachu przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Na fali tego tragicznego wydarzenia powstał ogarniający media społecznościowe slogan „Jestem Charlie” (Je suis Charlie). Był to wyraz solidarności z Francją i powszechny bunt przeciwko ograniczaniu wolności prasy[1].

9 stycznia rozegrała się kolejna strzelanina w Paryżu, tym razem skierowana przeciw środowiskom żydowskim. Napastnik zaatakował sklep z koszerną żywnością i przetrzymywał w nim 15 zakładników. Sprawca twierdził, że dostał instrukcje od tzw. Państwa Islamskiego.

13 listopada przyszedł następny cios. Łącznie w listopadowych zamachach zginęło 130 osób.  Terroryści uderzyli w Paryżu w kilku miejscach jednocześnie. Ostrzeliwali kawiarnie, wtargnęli też do sali koncertowej Le Bataclan, gdzie tysiące ludzi bawiło się przy muzyce zespołu kalifornijskiej grupy Eagles of Death Metal.  Dwóch terrorystów wysadziło się w pobliżu w pobliżu Stade de France. Ich celem było wejście na stadiom i zdetonowanie ładunków w tłumie kibiców.

W rezultacie tych zamachów Francuzi uświadomili sobie, że zagrożenie nie jest już ograniczone do pojedynczych celów, takich jak żydowskie sklepy czy satyryczna gazeta. Odtąd celem był „bezimienny tłum”, czyli każdy, kto znajdzie się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu. Zagrożenie stało się więc powszechne.

Stan wyjątkowy jako reakcja na zamachy

Po zamachu niemal natychmiast ogłoszono stan wyjątkowy – początkowo na 12 dni (zgodnie z ustawą n°55-385 z 3 kwietnia 1955 roku). Stan wyjątkowy wyposaża stojących na czele administracji regionalnych prefektów w takie pełnomocnictwa jak zlecanie przeszukań, aresztu domowego czy zakazu zgromadzeń jedynie na podstawie podejrzenia o istniejącym zagrożeniu dla bezpieczeństwa publicznego. Został on później dwukrotnie przedłużony – za zgodą parlamentu – najpierw do 26 lutego, później do 26 maja. Nie ustają jednak głosy zwolenników jego ponownego przedłużenia.

20 kwietnia w wywiadzie dla France Info premier Manuel Valls w imieniu rządu ogłosił chęć przedłużenia stanu wyjątkowego na okres rozgrywek piłkarskich Euro 2016 (10.06.-10.07. 2016 r.) oraz wyścigu Tour de France (2-24 lipca 2016 r.). Choć Francois Hollande ostatnio niewiele wypowiada się na ten temat, wiadomo, że jest on zwolennikiem stanu wyjątkowego. Dało się to zaobserwować zwłaszcza bezpośrednio po listopadowych zamachach, kiedy zaproponował wprowadzenie poprawki dotyczącej stanu wyjątkowego do konstytucji.

Artykuł 1. reformy konstytucyjnej przewidywał, że stan wyjątkowy może zostać „ogłoszony przez Radę Ministrów w przypadku zagrożenia wynikającego z poważnych ataków na bezpieczeństwo publiczne” lub w razie klęski żywiołowej. Reforma miała na celu prawne umocnienie stanu wyjątkowego i nadanie mu podstawy konstytucyjnej. Do tej pory regulowany był tylko ustawą, wobec czego jego wprowadzenie wiązało się z zagrożeniem ewentualnego zaskarżenia w sądzie konstytucyjnym. Drugim pomysłem Hollanda była reforma zezwalająca na odbieranie francuskiego obywatelstwa osobom skazanym za działalność terrorystyczną (jednak tylko tym, które mają podwójne obywatelstwo). Ostatecznie prezydent wycofał się z obu propozycji 30 marca 2016 roku. Jego zdaniem było mało prawdopodobne, aby poprawki konstytucyjne w tej samej wersji poparły Zgromadzenie Narodowe i Senat, w którym silna jest prawica. W pierwszym czytaniu tylko niższa izba parlamentu opowiedziała się za poprawkami.

Międzynarodowa krytyka

Pomysłem rozszerzenia podstawy prawnej stanu wyjątkowego – a tym samym wzmocnienia go – zaniepokoiły się organizacje międzynarodowe, m.in. Rada Europy (RE). Sekretarz generalny RE Thorbjoern Jagland w wysłanym pod koniec stycznia liście do prezydenta Francji zwrócił uwagę zwłaszcza na „zagrożenia mogące wynikać z prerogatyw przyznanych władzy wykonawczej”, w tym warunków, w jakich mogą być przeprowadzane rewizje i areszty domowe. Również eksperci ONZ apelują o ponowne przemyślenie używania tego typu środków zapobiegawczych w stosunku do ludności, dopóki ich działalność terrorystyczna nie będzie potwierdzona. Ich obawy wzbudził fakt, że areszt domowy zastosowano wobec aktywistów na rzecz ochrony środowiska podczas konferencji klimatycznej (COP 21[2]), choć nie wydają się być oni zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego.

Terroryzm à la française

Francuska definicja terroryzmu obejmuje wroga, który buntuje się przeciwko Francji i francuskim wartościom. Francuzi są dumni ze swojej historii, uważają się za kreatorów europejskiej tożsamości. Tym bardziej zamachy w Paryżu podnoszono do rangi uderzenia w serce Europy i ataku na europejskie wartości.

Znaczna część Francuzów uważa, że terroryzm to problem zewnętrzny, całkowicie odrębny od ewolucji francuskiego społeczeństwa. Kwestia utraty obywatelstwa ma być sygnałem alarmowym dla osób odrzucających francuską tożsamość. Mispercepcja zjawiska terroryzmu polega na ignorowaniu jego społecznych uwarunkowań. Problemy wynikające z braku asymilacji, dostatecznej edukacji czy uprzedzeń są preludium narastających napięć. Pozbawianie ludzi obywatelstwa może wydawać się rozwiązaniem pragmatycznym, aczkolwiek dość radykalnym. Tymczasem w całej debacie na temat zwalczania terroryzmu nie porusza się kwestii zmian ewolucyjnych, takich jak reforma więziennictwa i szkolnictwa jako miejsc, w których szczególnie rozwija się radykalizm[3].

Odgórne krzewienie poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie również nie jest efektywne. Obecne młode pokolenie Francuzów może być pierwszym od czasów wojny, które funkcjonuje w permanentnym poczuciu zagrożenia. Nie chcą oni jednak poddawać się spirali strachu zapoczątkowanej przez wypowiedzi polityków. Najlepszym dowodem na to jest marsz zorganizowany 30 stycznia 2016 roku. Organizatorzy szacują, że około 20 tysięcy  ludzi przeszło ulicami Paryża w proteście wobec planowanych zmian w konstytucji i wydłużenia stanu wyjątkowego, wprowadzonego po listopadowych zamachach. Z transparentów krzyczały hasła „Gdzie podziała się nasza Francja: państwo praw człowieka i swobód obywatelskich?”. Najwyraźniej to samo pytanie zadawała sobie minister sprawiedliwości Christiane Taubira, która – również w styczniu – złożyła rezygnację ze swojego stanowiska (jak sama mówi, w związku z „głęboką różnicą stanowisk co do kształtowania polityki”). Widać, że choć proponowane zmiany w konstytucji cieszą się dużym poparciem wśród znacznej części polityków, wywołują zdecydowany sprzeciw społeczeństwa.

24605823412_8c79547025_z

Dla przeciwników przedłużającego się stanu wyjątkowego (takich jak Noel Mamere z Partii Zielonych) proceder ten stanowi podwaliny pod ukształtowanie się w sercu demokratycznej Europy „państwa pod wiecznym nadzorem”. Wśród rządzących socjalistów także nie ma w tej kwestii jednomyślnego stanowiska. Część społeczeństwa wini państwowych urzędników za napędzanie machiny strachu i nadużywanie swoich prerogatyw. Chociaż nadzwyczajne środki mogą być niezbędne w wyjątkowych okolicznościach, nie zwalnia to władz od wykazania, że są one wykorzystywane wyłącznie do celów bezpośrednio związanych z ich pierwotnym zastosowaniem. W rozmowach zwykłych Francuzów przewija się zmęczenie i znużenie ciągłym szafowaniem słowem „wojna”.  Zdaniem niektórych z nich jest to element gry politycznej, który służy raczej radykalizowaniu nastrojów i przenoszeniu agresji na francuskich muzułmanów, a nie realne szukanie rozwiązań problemu[4].

Z drugiej strony nie da się ukryć, że poczucie bezpieczeństwa zostało głęboko zachwiane przez obie serie zamachów, a podkreślone przez marcowe zamachy w Brukseli i informacje, że brukselscy terroryści planowali kolejny zamach w Paryżu[5]. Trudno przejść nad tymi informacjami do porządku dziennego. Niektórym Francuzom udziela się więc nastrój napięcia widoczny wyraźnie na scenie politycznej. I nie tylko tam.

Francuska uległość?

Kilka miesięcy przed atakiem na periodyk „Charlie Hebdo” we Francji ukazała się nowa powieść jednego z bardziej kontrowersyjnych, współczesnych pisarzy – Michela Houellebecqa – zatytułowana ”Uległość” Jest to opis fikcyjnej przyszłości Francji, gdzie osią wydarzeń jest wygrana wyborów przez Bractwo Muzułmańskie i stopniowe wprowadzanie elementów prawa szariatu. Reakcje na tę książkę i na wydarzenia w Paryżu pokazują, że Francja zdaje się mierzyć z poważnym tożsamościowym dylematem. Potrzeba pielęgnowania liberalnych tradycji miesza się z nieufnością wobec „obcych” i potrzebą przełomowych rozwiązań w kwestii terroryzmu.

Przekonanie Francji o wyższości jej republikańskich tradycji państwowych w kontekście radzenia sobie z radykalizmem to silne wizerunkowe oręże. Budującym aspektem tej sytuacji były spontaniczne, pełne solidarności gesty Francuzów po obu styczniowych zamachach. Za każdym razem dużo mówiono o demokracji, jedności, tolerancji. Ulice, obok żałoby, wypełniała francuska duma. Naród się nie ugiął, Marsylianka rozbrzmiewała na ulicach, trójkolorowa flaga powiewała w miastach i zdawało się, że poczucie solidarności jest silniejsze niż kiedykolwiek we współczesnej historii. Ataki wydawały się tylko wzmacniać więzi obywatelskie.

Nowe przepisy są znacznie mniej krzepiącym aspektem obrony francuskich wartości – wszak stawiają pod znakiem zapytania swobody obywatelskie, które są podwaliną cywilizacji europejskiej i stabilizacji demokratycznej Francji. Dodając do tego blisko 30% głosów zdobytych przez skrajnie prawicowy Front Narodowy w grudniowych wyborach samorządowych, można stwierdzić, że kontynuacja drogi od liberalizmu do radykalizmu staje się coraz bardziej prawdopodobna.

W wywiadzie dla BBC podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos premier Francji Manuel Valls przyznał, że wojna z tzw. Państwem Islamskim może trwać przez całe pokolenia, a środki nadzwyczajne będą stosowane „tak długo, jak będzie to  konieczne”. Więc jak długo? Premier na to pytanie udzielił dość enigmatycznej odpowiedzi: „Dopóki nie pozbędziemy się Daesh”.

Terminologia wojenna ma co do zasady wzbudzić strach w przeciwniku. Przekaz na zewnątrz może jednak negatywnie wpływać na odbiór wewnątrz. Choć tego typu zabiegi mają przywrócić poczucie bezpieczeństwa w narodzie, wiszący w powietrzu konflikt raczej nie sprzyja psychicznemu komfortowi. W tym wypadku warto by było wsłuchać się w słowa francuskiego pisarza Alberta Camusa, który mawiał: ”kto rzeczy nie nazywa po imieniu, przyczynia się do nieszczęścia świata”[6].

* * *

16 lutego 2016 roku francuski parlament przegłosował przedłużenie stanu wyjątkowego do 26 maja 2016 roku. Obecnie Zgromadzenie Narodowe przygotowuje się do kolejnej debaty nad jego wydłużeniem. Wraz ze zbliżaniem się tej daty pojawiają się więc pytanie: co dalej? Dzięki wywiadowi udzielonemu dla France Info znamy już stanowisko premiera w tej kwestii. Jak przyznał, istnieje podejrzenie, że przy okazji dużych imprez sportowych Francja znowu znajdzie się na celowniku organizacji terrorystycznych. Jego zdaniem, chcąc zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom i turystom, należy posiłkować się zdecydowanymi środkami i najwyższym stanem gotowości odpowiednich służb.

Jednostki intensywnie się szkolą. Oddziały antyterrorystyczne żandarmerii narodowej (GIGN) oraz policji (Raid) przećwiczyły interwencję po symulowanym zamachu na paryskim dworcu Montparnasse. Świadomy sceptycznych nastrojów społecznych premier zapewnił, że rząd nie przewiduje przedłużania stanu wyjątkowego w nieskończoność. Wydaje się jednak, że według rządzących jest to obecnie jedyne rozwiązanie na utrzymanie względnego bezpieczeństwa w państwie.


  • [1] Tygodnik „Charlie Hebdo” od dawna wzbudzał kontrowersje, publikując satyryczne rysunki i niejednokrotnie narażając się fundamentalistom islamskim. W listopadzie 2011 r. zatytułował jeden z numerów „Charia Hebdo”, nawiązując do szariatu, czyli muzułmańskiego prawa. Na okładce znalazła się żartobliwa pogróżka: „100 batów, jeśli nie umrzesz ze śmiechu!”. Przedrukował również karykatury Mahometa, które pierwotnie ukazały się w 2006 roku w jednej z duńskich gazet. Atak terrorystyczny na redakcję gazety był więc odebrany jako odpowiedź na jej działalność i dlatego powszechnie uważano, ze stanowi on zamach na wolność prasy.
  • [2] Szczyt klimatyczny w Paryżu odbył się w dniach 30.11-11.12.2015.
  • [3] J.L. Marret, Prison De-radicalization and disengagement:. The French case, s.10-13.
  • [4] Autorka zebrała opinie w prywatnych rozmowach ze znajomymi Francuzami.
  • [5]Podczas przesłuchania Mohamed Abrini (zidentyfikowany na taśmie z lotniska Zaventem jako mężczyzna w kapeluszu) utrzymywał, ze głównym celem dżihadystów są czerwcowe Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, których Francja jest organizatorem; źródło: Le Soir (Belgique).
  • [6] Cytat otwiera książkę Marka Orzechowskiego Mój sąsiad islamista. Kalifat u drzwi Europy, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2015.

Zdjęcie: Manifestacja przeciwko stanowi wyjątkowemu,
źródło: Flickr, laetitiablabla, CC BY-NC-ND 2.0


Katarzyna Mierzejewska – studentka studiów magisterskich w Instytucie Stosunków Międzynarodowych na UW na specjalizacji bezpieczeństwo i studia strategiczne. Współpracuje z Instytutem Globalnej Odpowiedzialności i portalami opiniotwórczymi. Interesuje się polityką, sprawami społecznymi, kulturą i sytuacją  kobiet.


Przeczytaj też:
B. Marcinkowska, Francja: To jest wojna!
K. Libront, Zamachy terrorystyczne w Paryżu: możliwe reakcje w ramach NATO
B. Marcinkowska, 6:0 – wybory regionalne we Francji
B. Marcinkowska, Francja: ostatni plebiscyt popularności przed wyborami prezydenckimi

 

 

Brak komentarzy on "Francja: „permanentny” stan wyjątkowy"

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>