Czechy w rękach miliardera?

282 0
Maurycy Mietelski

W weekend 20 – 21 października 2017 roku w Republice Czeskiej odbywają się wybory parlamentarne. Według przedwyborczych sondaży największym poparciem cieszy się partia ANO 2011, na której czele stoi Andrej Babiš.

Czeski miliarder Andrej Babiš przodując w przedwyborczych sondażach wzbudził duże zainteresowanie wyborami w swoim kraju. Szukając informacji o liderze ruchu ANO 2011 najczęściej można natrafić na porównania do amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Obaj politycy należą w swoich krajach do finansowych krezusów, obaj doszli do politycznego sukcesu samodzielnie i w opozycji do dotychczasowego establishmentu, ich elektorat nie przejmuje się krytyką swoich politycznych faworytów, a na dodatek obaj obiecują zmianę dotychczasowej polityki państwa. Babiš w porównaniu do Trumpa (przed objęciem przez niego urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych) ma jednak doświadczenie w rządzeniu, co – jak widać po przedwyborczych sondażach – nie przeszkadza mu w utrzymywaniu wizerunku człowieka spoza politycznego układu.

Szef ANO 2011 odpowiadając na podobne porównania zawsze podkreśla, że w przeciwieństwie do Trumpa nigdy nie zbankrutował i nie miał problemów ze spłatą zaciągniętych zobowiązań. Z tego powodu czeski miliarder nazywany jest również drugim Berlusconim. Z byłym włoskim premierem łączy go również fakt posiadania imperium medialnego. Babiš nie jest więc tak jak Trump frontalnie atakowany przez czeskich dziennikarzy, ponieważ wielu z nich pracuje dla niego i wspiera medialnie polityczny przekaz miliardera.

Teflonowy Babiš

Świadczy o tym opublikowane w maju w mediach społecznościowych nagranie z udziałem Babiša oraz reportera „Mlada Frona Dnes” (drugiego najpopularniejszego dziennika w kraju). Podczas nagranego spotkania ustalali oni, jakie tematy pojawią się w gazecie w ciągu najbliższych kilku dni. Miały się znaleźć wśród nich głównie materiały atakujące przeciwników politycznych miliardera, przygotowane na podstawie zdobytych przez dziennikarza tajnych akt policyjnych. Podobne zarzuty pojawiały się oczywiście już wcześniej, bowiem Babiš jest właścicielem dwóch poczytnych dzienników oraz kilku stacji radiowych i telewizyjnych od paru lat. Po publikacji nagrania redaktor naczelny wspomnianej gazety tłumaczył zaistniałą sytuację stwierdzeniem, że „politycy już tak mają”, dlatego postępowanie właściciela prowadzonego przez niego pisma nie jest niczym szczególnym.

Innego zdania są jednak przeciwnicy polityczni lidera ANO 2011, do których zaliczają się także jego dotychczasowi koalicjanci. Ujawnienie nagrań zbiegło się bowiem z dymisją Babiša z funkcji wicepremiera i ministra finansów w rządzie Bohuslava Sobotki tworzonym przez jego ugrupowanie, Czeską Partię Socjaldemokratyczną (ČSSD) oraz Unię Chrześcijańską i Demokratyczną – Czechosłowacką Partię Ludową (KDU-ČSL). Rozmowy najpopularniejszego czeskiego polityka z dziennikarzem były jednak tylko jednym z pretekstów usunięcia go z rządu, ponieważ Sobotka uznał przede wszystkim za niewystarczające wyjaśnienia Babiša na temat pochodzenia jego majątku, unikania płacenia podatków oraz niejasności wokół wykorzystania przez jego firmy pieniędzy pochodzących z dotacji od Unii Europejskiej.

Żaden z zarzutów stawianych Babišowi nie był jednak nowy. Wokół biznesowej drogi polityka narosły już legendy, chociaż część pytań do dzisiaj pozostaje otwarta, bowiem miliarder jak dotąd wyjaśnił tylko wybrane kontrowersje związane z pochodzeniem jego majątku. Oskarżenie o unikanie płacenia podatków dotyczy chociażby sytuacji z 2012 roku, kiedy za blisko półtora miliarda czeskich koron Babiš zakupił specjalne obligacje wyemitowane przez jego własny koncert Agrofert. Dzięki temu, początkujący wówczas polityk uniknął konieczności wypłacenia dywidendy oszczędzając blisko 90 milionów koron, lecz jednocześnie stał się obiektem oskarżeń o celowe unikanie opodatkowania. Sam Babiš tłumaczył, że na podobne operacje decyduje się wielu czeskich biznesmenów, ale jednocześnie nie odpowiedział skąd posiadał pieniądze na wykup obligacji, ponieważ zdaniem niezależnych od niego czeskich mediów nie miał on wówczas tak dużej kwoty.

Samo połączenie biznesu i polityki zawsze generuje spore kontrowersje, stąd kolejnym z licznych zarzutów stawianych Babišowi jest wykorzystywanie przez niego funkcji rządowych do realizowania własnych interesów. Firmy należące do drugiego najbogatszego Czecha uzyskały łącznie około trzy miliardy koron państwowego wsparcia, a o dotacjach decyduje nie kto inny jak minister finansów. Najbardziej jaskrawym przykładem może być wybudowanie ze środków unijnych hotelu Bocianie Gniazdo, na który spokrewniony z Babišem właściciel otrzymał łącznie 50 milionów koron. Sprawą zajęły się unijne instytucje oraz czeska policja, ale wyniki śledztwa mają zostać ogłoszone dopiero po wyborach. Liczne konflikty interesów związane z politykiem i miliarderem mają również swój polski wątek. Babiš należy bowiem do najbardziej zaciekłych przeciwników importowania do Czech polskiej żywności, stąd należące do niego media w ostatnich kilku latach wielokrotnie prowadziły kampanie przeciwko produktom pochodzącym z Polski. Tymczasem oczkiem w głowie miliardera jest oczywiście wspomniany koncern Agrofert, czyli potentat w branży rolno-spożywczej.

Babiš z wyżej wymienionych powodów doczekał się nawet specjalnego prawa, które od jego nazwiska zostało ochrzczone mianem „Lex Babiš”. Przepisy o konflikcie interesów, uchwalone przez czeski parlament na początku roku, zakazują osobom pełniącym funkcje publiczne posiadania udziałów w spółkach medialnych, a należące do nich przedsiębiorstwa nie mogą ubiegać się o państwowe dotacje i zamówienia publiczne. Sam miliarder krytykował innych polityków za chęć zniszczenia jego interesów, lecz zapowiadał jednocześnie podporządkowanie się ustawie, o ile nie zostanie ona zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny. Babiš nie ukrywał przy tym, że po prostu przepisze swoje akcje funduszowi powierniczemu znajdującemu się pod jego kontrolą, lub też przekaże je swojej nowej małżonce.

Ostatnią deską ratunku dla przeciwników Babiša była sprawa jego agenturalnej przeszłości, którą badał słowacki Instytut Pamięci Narodowej. Miliarder jest bowiem z pochodzenia Słowakiem i przyjął czeskie obywatelstwo po rozpadzie Czechosłowacji, a w czasach komunistycznych miał zostać zarejestrowany jako współpracownik Służby Bezpieczeństwa (StB), co wiązało się z jego pracą dla państwowej centralni handlu zagranicznego. Przed tygodniem, słowacki IPN ostatecznie orzekł, iż zebrany materiał dowodowy z całą stanowczością wskazuje na Babiša jako agenta StB, choć sam miliarder od początku swojej kariery politycznej odrzucał te oskarżenia i pozwał nawet słowacką instytucję za zniesławienie. Liderzy konkurencyjnych partii politycznych komentując tę informację stwierdzili niemal jednogłośnie, że z tego powodu Babiš nie powinien już nigdy pełnić funkcji rządowych, co może znacząco utrudnić realizację jego głównego celu, czyli objęcia teki czeskiego premiera.

Po pierwsze gospodarka

Do podobnych deklaracji nie można z drugiej strony przywiązywać zbyt dużej wagi, ponieważ zakończenie kampanii wyborczej jest najlepszym momentem na wycofanie się z wcześniejszych zapowiedzi. Szczególnie, że po werdykcie słowackiego IPN-u notowania ANO 2011 w ogóle się nie pogorszyły, stąd Babiš jest niemal pewny wyborczego zwycięstwa, a jego ugrupowanie o kilkanaście punktów procentowych wyprzedza znajdujących się na drugim miejscu socjaldemokratów. Skąd więc bierze się tak duże poparcie dla człowieka, na którym ciąży tyle poważnych zarzutów? Dodatkowo spotykająca go krytyka jest przecież najczęściej słuszna, bo trudno przejść do porządku dziennego nad politycznymi naciskami na dziennikarzy, podejrzanymi transakcjami finansowymi, czy też nad wykorzystywaniem pozycji w rządzie do rozwijania własnego biznesu.

Największą siłą Babiša jest fakt, że dla Czechów pozostaje uosobieniem skutecznego biznesmena, który swoją własną pracą doszedł do fortuny. Co prawda ułatwiły mu to koneksje jeszcze z czasów komunistycznych, ale kto nie szukał wówczas jakiejkolwiek możliwości wyrwania się z szarej rzeczywistości popularnych demoludów? Dość szybko jego Agrofert stał się jednym z największych czeskich koncernów, skupiającym pod swoimi skrzydłami blisko 200 firm zatrudniających kilkadziesiąt tysięcy osób – nie tylko w Czechach, lecz również na Słowacji i w Niemczech. Babiš jako drugi najbogatszy Czech mógł więc pozycjonować siebie jako człowieka sukcesu, który nie idzie do polityki dla pieniędzy, bo już je posiada, a zdobyte doświadczenie w biznesie może wykorzystać do zarządzania całym państwem.

Trzeba przy tym zauważyć, że choć Babišowi stawiano już wiele zarzutów, to jak na razie nie udowodniono mu w zasadzie niczego konkretnego, chociaż skonfliktowani z nim koalicjanci bez problemu mogli wymóc na służbach (ministrem spraw wewnętrznych jest obecny przewodniczący socjaldemokratów) baczne przyjrzenie się wszystkim interesom miliardera. Dodatkowo szef ANO 2011 mógł oczywiście decydować o rozdzieleniu unijnych dotacji swoim firmom, ale nie udowodniono mu przy tym naruszenia prawa, a jego nazwisko nie przewijało się nigdy w kontekście afer korupcyjnych. To właśnie powszechność zjawiska łapówkarstwa jest obecnie jedną z głównych bolączek czeskiego państwa, zaś Babiš oczywiście zapowiada walkę z tym procederem. I jest w tym bardziej wiarygodny od ugrupowań działających od początku transformacji, których politycy brali udział w dziesiątkach afer korupcyjnych będących zresztą stałym krajobrazem polityki w państwach postkomunistycznych.

Walka z powszechnym zjawiskiem łapówkarstwa jest oczywiście hasłem miłym dla ucha większości czeskich wyborców. Ugrupowanie Babiša ma bowiem charakter mocno populistyczny, stąd nie można abstrahować od faktu, iż czeski miliarder w większości spraw odpowiada na bieżące oczekiwania obywateli. Z tego powodu Babiš podziela obawy społeczeństwa dotyczące relokacji uchodźców na terytorium kraju, mówi o konieczności powstrzymania wyprowadzania pieniędzy z Czech przez zagraniczne koncerny, chce chronić krajowych przedsiębiorców przed konkurencją z zewnątrz, czy też opowiada się za pragmatycznym podejściem do relacji międzynarodowych. Szczególnie w tej ostatniej kwestii Babiš stara się lawirować, co z pewnością podoba się Czechom stawiającym na pierwszym miejscu swoje własne interesy i bezpieczeństwo w myśl zasady „nasza chata z kraja”.

Dodatkowo czeski miliarder cieszy się opinią polityka, który na co dzień interesuje się życiem zwykłych ludzi. Babiš podkreśla w wywiadach, że zdecydował się na wejście do polityki, aby „dowiedzieć się jak funkcjonuje państwo” oraz „zadbać o przyszłość swoich pracowników”. Przewodniczący ANO 2011 – w porównaniu do liderów pozostałych partii – wychodzi do ludzi nie tylko w czasie kampanii wyborczej. Dlatego można spotkać go na licznych festynach i koncertach, zrobić sobie z nim zdjęcie, czy też wypić tak uwielbiane przez Czechów piwo. Kiedy Babiš przestał pełnić funkcje rządowe stwierdził nawet, że dzięki temu może robić to, co lubi najbardziej, czyli przebywać z ludźmi. Jego partia jest przy tym dobrze widoczna w mediach społecznościowych.

Czesi kierują się w swoich wyborach kwestiami finansowymi, dlatego w tamtejszych mediach trudno uświadczyć ideologicznych debat, charakterystycznych chociażby dla naszego kraju. Tymczasem Babiš jako były już minister finansów zdaniem wielu Czechów odpowiada za obecną dobrąkondycję tamtejszej gospodarki. Czechy mogą bowiem pochwalić się obecnie najniższą stopą bezrobocia w UE, nadwyżką w handlu zagranicznym, wzrostem liczby inwestycji, najwyższym wzrostem gospodarczym od czasu międzynarodowego kryzysu finansowego, a także pierwszą nadwyżką w budżecie państwa od ponad dwóch dekad. Ostatni z wymienionych sukcesów był przy tym możliwy dzięki poprawie ściągalności podatków i zwalczaniu unikania opodatkowania, co oczywiście Babiš wykorzystuje w kampanii wyborczej właśnie jako swój sukces.

Retoryka miliardera jest tym samym niezwykle przekonująca zwłaszcza dla tych Czechów, którzy tylko pobieżnie śledzą bieżące wydarzenia polityczne. Człowiek sukcesu dorobiwszy się ogromnego majątku chce wykorzystać swoje doświadczenie w biznesie do skutecznego zarządzania państwem i jako ministrowi finansów rzeczywiście udaje mu się pobudzić gospodarkę. Dodatkowo jest zwalczany przez zasiedziały establishment, co tylko napędziło wyborców zniechęconych do tradycyjnych czeskich partii.


Maurycy Mietelski – Stały współpracownik Portalu Spraw Zagranicznych psz.pl oraz portalu Histmag.org. Publikował również w „Uważam Rze”, „Uważam Rze Historia”, „Rzeczach Wspólnych” i „Wręcz Przeciwnie”.

Zdjęcie użyte w nagłówku: Twitter


Przeczytaj też:
P. Wojciechowska, Razem, a jednak osobno – Czechy i Słowacja dwadzieścia lat po „rozwodzie”
G. Sojka, Awatar, książę, technokrata… Kto walczy o Praski Zamek?

Brak komentarzy on "Czechy w rękach miliardera?"

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>