Na południe od Lampedusy – Libia, państwo upadłe (?)

1896 3
PAULINA WOJCIECHOWSKA
Michel Reimon/Eva Glawischnig-Piesczek/Facebook

Fot: Michel Reimon/Eva Glawischnig-Piesczek/Facebook

Korytarz prowadzący do sali plenarnej Parlamentu Europejskiego i długa lista nazwisk. Nie gości, dziennikarzy, czy innych ważnych osobistości. Lista ofiar – długa na 100 metrów, zawierająca nazwiska 17306 imigrantów, którzy w ostatnich latach zginęli na Morzu Śródziemnym płynąc do Europy. Pojawiła się ona w Parlamencie, kiedy seria utonięć stała się wyjątkowo „medialna”. Między 13 a 20 kwietnia zginęło bowiem ponad 1200 osób, płynących głównie z Libii. Jednak niewielka część z nich to Libijczycy. Do ogarniętej wojną Libii przez niestrzeżone granice na pustyni napływają uchodźcy z innych państw regionu (głównie Erytrei, Etiopii, Somalii, Syrii, Palestyny, Sudanu, Iraku). Organizujący niebezpieczny transport przemytnicy są bezkarni. W Libii bowiem trwa wojna.

2011 rok:  Arabska Wiosna, dziewięciomiesięczna wojna domowa, upadek Kadafiego (rządzącego Libią przez 42 lata) dokonany przy wsparciu NATO (interwencja humanitarna). Upadek dyktatora, który wywołał entuzjazm, jednak nie wystarczył by dalsze losy Libijczyków określić jako „i odtąd żyli długo i szczęśliwie”. Rządzona przez Kadafiego Libia nie miała porządnych instytucji państwowych ani kadr przygotowanych do zarządzania krajem, nie wspominając o jakichkolwiek instytucjach społeczeństwa obywatelskiego. Pierwszy rząd, utworzony w 2011 roku składał się z różnych osób – przedstawicieli dawnego reżimu, przywódców antyreżimowego powstania oraz niedawnych uchodźców politycznych. Pierwszym premierem był Mustafa Dżail, były minister sprawiedliwości u Kadafiego, cieszący się jednak zaufaniem społeczeństwa. W lipcu 2012 r. został wybrany pierwszy parlament, który w ciągu 18 miesięcy miał uchwalić nową konstytucję. Większość mandatów poselskich przypadła reprezentantom partii muzułmańskich. W grudniu 2013 r. przyjęte zostało prawo oparte na szarijacie. Rząd w dużej mierze nie kontrolował tego, co działo się w rozległym kraju. Nowo powstałe Ministerstwo Obrony próbowało zintegrować milicje i inne grupy zbrojne w jedną armię, by skutecznie dbać o bezpieczeństwo w państwie. Zakończyło się to niepowodzeniem, gdyż na południu kraju lokalne grupy przestępcze działały całkiem swobodnie. W Libii były setki niezarejestrowanych sztuk broni, w rezultacie gwałtownie wzrosła liczba zabójstw i innych przestępstw. Zaczęto prześladować chrześcijan.

libia_wikimediacommons

W czerwcu 2014 r. odbyły się kolejne, przyspieszone wybory do parlamentu (Izby Reprezentantów), w których radykalne partie islamskie przegrały. Obyły się one jednak przy bardzo niskiej frekwencji (18%) i dało to podstawę rządzącym do nie uznania ich wyników. W rezultacie oficjalnie uznawany przez większą część społeczności międzynarodowej (a wspierany militarnie przez Egipt i Zjednoczone Emiraty Arabskie) rząd al-Thiniego nie posiada realnej kontroli nad krajem, nie rezyduje też w Trypolisie tylko w Tobruku na północnym wschodzie kraju. W Trypolisie ma swoją siedzibę Powszechny Kongres Narodowy (nazwa parlamentu wybranego w 2012 roku) – kontrolowany przez Bractwo Muzułmańskie, popierany m.in. przez Katar, Sudan i Turcję. W listopadzie Libijski Sąd Najwyższy z siedzibą w Trypolisie orzekł, że czerwcowe wybory były nieważne. Jednak wciąż oba rządy rywalizują ze sobą o kontrolę nad krajem oraz o zyski ze sprzedaży ropy, czyli o kontrolę nad National Oil Company. Walki na większą skalę rozpoczęły się jeszcze przed wyborami tj. w  połowie maja 2014 roku w Bengazi, a następnie w Trypolsie. Do września 2014 r. wysłannicy ONZ próbowali prowadzić mediacje pomiędzy rządami – jak dotąd z mizernym skutkiem. Na terenie kraju swobodnie działają też organizacje terrorystyczne (takie jak Ansar al-Sharia czy Brygady Rafallaha al-Sahatiego), czasem luźno powiązane z którymś z dwóch obozów władzy oraz mnóstwo mniejszych lub większych gangów. W wielu częściach kraju trwa „wojna wszystkich przeciwko wszystkim”.

Kadafi hamował rozwój jakichkolwiek instytucji lokalnych. Faworyzował libijskie południe (Fezzan) i zachodnią Trypolitanię, i to głównie ludność z tych okolic miała szansę awansu społecznego w instytucjach państwowych lub służbach bezpieczeństwa. Lokalne konflikty w sztucznych, post-kolonialnych graniach były powstrzymywane przez silną władzę. Po upadku dyktatora dość szybko wybuchły więc walki, które trwają nieprzerwanie do dziś.  W południowych, pustynnych częściach kraju walczą między sobą między innymi plemiona Tubu i Zwei, a znaczna część zachodu opanowana jest przez plemiona Tuaregerów. Znaczenie mają tu więzi etniczne i kulturowe, lojalność wobec rządu nie ma w praktyce znaczenia. Coraz silniejsze Państwo Islamskie korzysta z chaosu, do organizacji przyłączają się Libijczycy.

W grudniu 2014 r. przeprowadzono bombowy zamach samobójczy w budynku Izby Reprezentantów. W styczniu 2015 r. – atak na luksusowy i popularny wśród cudzoziemców Hotel Corinthia w Trypolisie. W lutym została zajęta Syrta. Zamordowano 21 egipskich chrześcijan (w odwecie Egipt zbombardował cele strategiczne znajdujące się pod kontrolą ISIS). Pod koniec kwietnia znaleziono ciała zamordowanych pięciu libijskich dziennikarzy, zaginionych w sierpniu zeszłego roku, zaatakowano także ambasadę Korei Południowej w Trypolisie. W ostatnich dniach Bernardino Leaon, wysłannik specjalny ONZ w Libii zaapelował w Parlamencie Europejskim o niezwłoczne działanie w przeciwnym wypadku Państwo Islamskie zwycięży w tym kraju. Czyżby w tej sytuacji mogło ziścić się przysłowie – gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta? W ogarniętej chaosem Libii ludność cywilna jest bezbronna. „Uchodźcy oraz migranci w całej Libii doświadczają gwałtów, tortur i porwań dla okupu, za co odpowiedzialni są handlarze nielegalnym towarem i przemytnicy. Do tego dochodzi wyzysk ze strony pracodawców, prześladowania religijne oraz inne ataki uzbrojonych grup i przestępczych gangów” – czytamy w raporcie Amnesty International opublikowanym w maju tego roku. Strony konfliktu często dopuszczają się ataków się na cele cywilne, niszczona jest także infrastruktura. Jednak pomimo wojny do Libii wciąż napływają tysiące uchodźców – w ich rodzimych krajach często jest przecież jeszcze gorzej. Do niedawna Libia była popularnym kierunkiem migracji zarobkowej – PKB per capita i możliwości zarobkowanie były tu znacznie lepsze niż w większości sąsiednich państw. Odkąd w kraju jest niespokojnie przybysze z południa są jeszcze bardziej narażeni na przemoc niż miejscowa ludność. Istnieją ośrodki dla uchodźców, ale w obecnej sytuacji władze mają ograniczone możliwości pomocy.

Wraz z nasilającym się konfliktem zbrojnym organizacje udzielające pomocy humanitarnej opuszczają Libię – pomoc koordynowana jest m.in. z sąsiedniej Tunezji. Internal Displacement Monitoring Center wskazuje, że w marcu 2015 w Libii było ok. 400 tys. uchodźców wewnętrznych (ok. 8% populacji). Największa liczba – prawie 270 tysięcy, koncentruje się na północnym zachodzie kraju, w okolicach Trypolisu. W okolicach Bengazi to ok. 90 tys. osób. Obie grupy znajdują się na terenach skąd potencjalnie mogą wypłynąć w kierunku Europy. Dodatkowo na południu kraju, w okolicach miasta Abwari znajduje się ok. 18500 osób.  Większość przesiedlonych jest uchodźcami stosunkowo od niedawna, grupa ludności której nie udało się wrócić do swoich domów po wojnie z 2011 r. jest niewielka. Większość uchodźców zamieszkuje a miastach – znajduje schronienie u krewnych lub w budynkach użyteczności publicznej. Warunki życia w miastach znacząco się pogorszyły. W szpitalach brakuje podstawowych leków, a do tego szpitale są zamykane – w styczniu 2015 roku w Bengazi pozostały otwarte zaledwie dwa szpitale. Ceny żywności i paliwa wzrosły dwukrotnie. Liczbę uchodźców znajdujących się już poza terytorium Libii szacuję się na ok. 2 miliony – wiele z nich znalazło schronienie w Tunezji.

Mapa IDPs w Libii za Internal Displacement Monitoring Center

Mapa IDPs w Libii za Internal Displacement Monitoring Center

W ogarniętej konfliktami Libii organizacje zajmujące się przemytem ludności rozwijają swoją działalność. Koszt niebezpiecznej przeprawy przez Morze Śródziemne waha się od 2 do 4,5 tysiąca euro. Chętnych do ucieczki może być nawet kilkaset tysięcy. Liczba uchodźców, którzy przypłynęli do Włoch w okresie styczeń-kwiecień 2015 r. wynosi ponad 26 tys. osób (w całym 2013 r. przypłynęło prawie 43 tys.) – aż 92% z nich przypłynęło z Libii. Najwięcej uchodźców pochodzi z Erytrei (20%), Somalii (14%), Nigerii (11%), urodzeni w Libii są grupą stosunkowo nieliczną.  Z problemem nielegalnej imigracji zmagają się także inne państwa UE leżące nad Morzem Śródziemnym, ale trasa Libia-Włochy jest tą najczęściej wybieraną. Działania takie, jak te podjęte w ostatnich dniach przez libijskie władze (nieuznawane przez Zachód)– kiedy w Trypolisie aresztowano ok. 600 osób, które szykowały się do przeprawy przez Morze Śródziemne – należą do rzadkości.

Morze Śródziemne stało się najbardziej niebezpieczną granicą międzypaństwową na świecie. Wielu obrońców praw człowieka określa je „miejscem hańby”.  Trudno nie zgodzić się ze słowami Ban-Ki-Moon’a wypowiedzianymi kilka dni temu w Parlamencie Europejskim, że w obecnej sytuacji najwyższym priorytetem powinno być ratowanie istnień ludzkich. Służyła temu włoska operacja Mare Nostrum oraz obecny unijny Tryton. Pytanie jednak co dalej. Wyprawy ratunkowe ocalają życie migrantów, których w państwach południa Europy i tak jest już byt wielu. Trwają rozmowy o przyjęcie uchodźców w pozostałych państwach Europy, w tym także w Polsce. Nikt nie wita przybyszy z Afryki z otwartymi ramionami.  Dopóki w Libii nie będzie władz zdolnych zapewnić minimalny poziom bezpieczeństwa i ochrony, niebezpieczne podróże przez Morze Śródziemne będą kontynuowane. Interwencja humanitarna, która nie polegałaby tylko na krótkimi doraźnym użyciu siły wojskowej mogła by być takim rozwiązaniem. Następnie pomoc Libii w zaprowadzeni minimum porządku i rządów prawa. Choć z wielu powodów jest to kontrowersyjne, wydaje się być najlepszym rozwiązaniem w celu powstrzymania masowego exodusu przez Morze Śródziemne.

Dopóki jednak różnice pomiędzy Północą a Południem są tak drastyczne, musimy pogodzić się z tym, że migracja do bogatszych państw będzie trwać – z całą masą problemów z nią związanych. Taka cena dobrobytu.


Przeczytaj też:

To be happy it is great to be healthy. How can medicines help up? It isn’t tight for immigrants to purchase drugs online. How it is possible? For example Xylocaine causes loss of feeling in an area of your body. Given during childbirth. Secondly treats emergency core rhythm problems. Usually, if you have lost the charisma, charm to a particular partner, treatment options like Cialis to improve potency is unlikely to help him back. Cialis is a drug used to treat various troubles. What do you already know about sildenafil vs tadalafil? Apparently each adult has heard about vardenafil vs sildenafil. (Read more http://rootinfonline.com/cialis-for-daily-use.html). Like all other medications, Cialis is also ergo of it’s active ingredient. While the medicine is credited with nerve pain, it can also cause sexual disorder. The most common potentially serious side effects of such medicaments like Cialis is stuffy or runny nose. Tell local physician if you have any unwanted side effect that bothers you. Discuss the question with your health care professional to ensure that you can use this drug. Some tests can be used to extent of male sexual problems.

The following two tabs change content below.

Paulina Anna Wojciechowska

Absolwentka Instytutu Stosunków Międzynarodowych (2010) oraz Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych (2009 - dyplom socjologa). Skończyła również podyplomowe studium bankowości i uzyskała Europejski Certyfikat Bankowca. Obecnie pracuje w sektorze bankowym. Interesuje się państwami azjatyckimi (w szczególności: Indie, Nepal i Birma), pomocą humanitarną (w szczególności uchodźcy), sprawami społecznymi i komunikacją międzykulturową.

3 komentarzy on "Na południe od Lampedusy – Libia, państwo upadłe (?)"

  1. Anita Sęk

    Nie jestem przekonana, czy – oczywiście jak najbardziej pożądane – ustabilizowanie sytuacji w Libii zażegna kryzys migracyjny; imigranci przerzucą się po prostu na inny słaby punkt na linii granicznej UE. Już teraz liczba nielegalnych przekroczeń np. na granicy turecko-greckiej osiągnęła pułap bodajże 400% w porównaniu z ubiegłym rokiem – w tym przypadku są to chyba głównie Irańczycy i Afgańczycy.
    Musimy pomagać krajom pogrążonym w beznadziejności konfliktów w zażegnaniu wojen i wspierać ich rozwój, a więc nie tylko skupiać się na Libii, ale i na Syrii, na Somalii, Erytrei, Nigerii, Iraku, Afganistanie, Palestynie itd. itd…
    Jak? Mamy wszak pieniądze (UE jest największym dawcą pomocy rozwojowej i humanitarnej na świecie, przypada na nią ponad 50% wszystkich wkładów), polityki i instrumenty (WPZiB, WPBiO, ESDZ, KE, delegacje UE). To, czego brakuje, to – jak zwykle – woli państw członkowskich.

    • Paulina Anna Wojciechowska

      Zgoda, imigranci będą, bo nierównowaga między Północą a Południem jest ogromna – tyle, że przekraczanie tych morskich granic jest najbardziej niebezpieczne i pociąga za sobą tyle ofiar. Coraz silniejsze Państwo Islamskie także przemawia za pilnym działaniem w tym regionie. Działać w ramach wymienionych przez Ciebie inicjatyw oczywiście trzeba, zwłaszcza, że stabilizacja jest w naszym dobrze pojętym interesie. Tylko niestety woli państw członkowskich UE brakuje także dlatego, że brakuje woli wyborców, skupionych na własnych problemach. Wystarczy popatrzeć na niektóre komentarze w interecie odnośnie naszego przyjęcia uchodźców z Syrii lub właśnie części tych, którzy przeżyli podróż z Libii. Moim zdaniem to dość krótkowzroczne podejście: nawet jeśli brakuje zwykłego ludzkiego współczucia warto pomyśleć, że konsekwencje wojen i przerażającej biedy będą nas dotykały coraz bardziej.

      • Anita Sęk

        Zgadzam się z Tobą, Paulino, z tym, że to chyba nie tyle o brak „zwykłego ludzkiego współczucia” chodzi, bo już np. na Ukraińców zarówno humanitarnie, jak i politycznie, jesteśmy skorzy dawać dużo, a o strach – boimy się tych imigrantów, bo są nam obcy, inni, bo niosą ze sobą zalążek innej cywilizacji, inną kulturę, język, religię, kolor skóry; boimy się, że wniosą zmiany do naszego – jak by nie było – relatywnie homogenicznego społeczeństwa. Nie zdajemy sobie sprawy, że tylko od nas zależy, czy ci ludzie w ogóle przeżyją. Od nas też zależy ich ewentualna asymilacja oraz to, czy tę ich odmienność moglibyśmy przekuć w korzyść dla nas, budując zróżnicowane, międzykulturowe, szanujące każdego człowieka społeczeństwo. Trzeba więc działać nie tylko na poziomie unijnym, ale i na własnym, lokalnym podwórku.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>