USA po wyborach – eksperci CIM o reelekcji Obamy (część II)

2019 8
?UKASZ SMALEC, JAN SZCZEPANOWSKI, ALEKSANDRA SZUMILAS, Program Ameryka?ski

davelawrence8, CCBYPo tygodniowej przerwie publikujemy ci?g dalszy wywiadu z ekspertami Programu Ameryka?skiego: Aleksandr? Szumilas oraz Janem Szczepanowskim na temat wyników niedawnych wyborów w USA. Druga cz??? jest prób? oceny dotychczasowych osi?gni?? prezydenta Baracka Obamy oraz wskazania perspektyw na przysz?o??. Jednocze?nie nasi eksperci podejm? prób? odpowiedzi na pytanie czy ewentualny wybór M. Romneya móg? wnie?? now? jako?? do poczyna? Waszyngtonu na arenie mi?dzynarodowej.

?ukasz Smalec: Jak oceniacie poprzednie cztery lata w polityce zagranicznej Waszyngtonu (sukces czy pora?ka?), czy zapowiadane zmiany jej kierunków przez Mitta Romneya mog?yby wnie?? „now? jako??”?

Aleksandra Szumilas: Obama zrobi? wiele dobrego dla kraju. Bezrobocie wzros?o, bo ro?nie te? przyrost demograficzny kraju. Romney nic by nie zmieni?, a je?li ju?, to wróci?by tylko do polityki prowadzonej przez Busha. Nie s?dz?, aby wniós? „now? jako??” do Bia?ego Domu, czy w dzia?ania Waszyngtonu. My?l?, ?e prezydentura Romney’a oznacza?aby wojn? z Iranem, a to dla Polski nie by?oby dobre. Fakt, ?e zosta? podpisany aneks do umowy o tarcz? antyrakietow?, to wynik rozmów z Obam?. Przyjazd ameryka?skich ?o?nierzy do Polski, to tak?e gest Obamy. Romney mówi? du?o i ostro o Rosji, ale to nie by? j?zyk polityczny. Nie przedstawi? ?adnych konkretów – taka by?a zreszt? ca?a jego kampania. ?adnych konkretów. Romney zmieni?by tylko j?zyk retoryki, ale relacje z Rosj?, Afganistanem czy Chinami by?yby takie same.

?ukasz Smalec: Je?li chodzi o wojn? z Iranem, to by?bym ostro?ny w tej kwestii. Po do?wiadczeniach z Iraku oraz Afganistanu Waszyngton jest znacznie ostro?niejszy, czy raczej bardziej pragmatyczny. Je?li chodzi o implikacje dla Polski, to wydaje si?, ?e najbardziej dotkliwy by?by wzrost cen ropy na rynku ?wiatowym, który wynika?by przede wszystkim z umy?lnych dzia?a? spekulacyjnych, a nie samego konfliktu. Chyba ?e nasz rz?d zdecydowa?by si? znów stan?? u boku Waszyngtonu w kolejnej „krucjacie”. Co do Rosji, zgadzam si?, ?e j?zyk jakim si? pos?ugiwa? Romney by? nieodpowiedni, ale wydaje si?, ze chodzi?o raczej o wytworzenie wizerunku tough guy, który mia? zapewni? g?osy najbardziej konserwatywnych Republikanów. Zw?aszcza ?e im bli?ej wyborów, tym stawa? si? ostro?niejszy.

Jan Szczepanowski: Mitt Romney jest przedstawicielem najbardziej stonowanego i koncyliacyjnego obozu w Partii Republika?skiej. Wielokrotnie zmienia? zdanie w kluczowych sprawach. Mo?na go nazwa? kandydatem dialogu, zreszt?, musia? nieustannie dogadywa? si? z przeciwnikami jako gubernator na wskro? demokratycznego stanu Massechusetts. Jako?ciowa zmiana polega?aby przede wszystkim na umiej?tno?ci d??enia do kompromisu. Mitt Romney to typ, który chcia?by, aby wszyscy byli zadowoleni. Sta? si? konkurentem Obamy dlatego, ?e ?rodowisko prawicowe my?la?o, i? jedynie taka osoba mo?e z nim wygra?. Okaza?o si?, ?e byli w b??dzie. Prawdziwa jako?ciowa zmiana stoj?ca w opozycji do lewicowo?ci prezydenta musia?aby p?yn?? od kogo? o bardziej zdecydowanym ?wiatopogl?dzie.

W kwestii polityki zagranicznej kandydat Republikanów staje si? jednak kim? nieco innym, ni? w obszarze polityki wewn?trznej. Wida?, ?e jego pomys?y s? zdecydowane, ?ci?le zdefiniowane i naprawd? g??boko przemy?lane; nie jest to kolejny George W. Bush, który myli? S?owacj? ze S?oweni?. Sam fakt udania si? do Polski jako jednego z krajów w podró?y przedwyborczej ?wiadczy o orientacji w ?wiecie. Pami?tajmy, ?e nasz kraj nie nale?y w opinii Amerykanów do wa?nych. Wspomina si? o nim g?ównie albo w kontek?cie Holokaustu, albo drugiej wojny ?wiatowej jako takiej. Czasem, cho? bardzo rzadko, pami?ta si? o Solidarno?ci. Pojawienie si? Romneya w?a?nie tutaj by?o sygna?em dla Rosji – nie b?dziemy ju? tacy potulni jak Obama, zwrócimy ponownie wzrok na pozosta?ych cz?onków naszej cywilizacji. Obecny prezydent USA jest zainteresowany raczej Chinami i Brazyli?. Nie rozumie, ?e zimna wojna si? w?a?ciwie dopiero co sko?czy?a, a z powodu braku zainteresowania Rosj? w sposób podobny, co niegdy? Niemcami i Japoni? (czyli zgodnie z jakim? programem maj?cym zapobiec przysz?ym konfliktom), ojczyzna Puszkina staje si? znów zarzewiem autorytaryzmu.

Mitt Romney zamierza? równie? zaostrzy? polityk? wobec kolejnego „przyjaciela” Obamy, mianowicie Chin. Podobnie jak z Putinem i Miedwiediewem, prezydent USA ma doskona?e relacje z partyjn? „elit?” rz?dz?c? Pa?stwem ?rodka. Jego wizyta w tym kraju by?a pieczo?owicie zaplanowana i przebieg?a w bardzo przyjaznej atmosferze. Nie ma co marzy? o naciskach na nieuczciwe praktyki walutowe tego kraju, bezpo?rednio wymierzone w interesy gospodarki USA. Barack Obama tak?e tu post?puje wbrew interesom swojego kraju. Warto równie? wspomnie? o ci?gle praktykowanym piractwie i ewidentnej kradzie?y wynalazków i patentów ameryka?skich. Tutaj tak?e Waszyngton praktycznie milczy. Chiny nie odnios?yby takiego sukcesu gdyby nie wykrada?y cudzych pomys?ów, sami tak naprawd? kulej? w dziedzinie innowacji.

Ogromn? uwag? po?wi?ca si? tak?e Ameryce ?aci?skiej, z której wci?? importuje si? ogromne ilo?ci surowców energetycznych, zamiast wydobywa? je z USA – w sposób racjonalny trudno to wyt?umaczy? w obecnej sytuacji gospodarczej.  Polityka zagraniczna Baracka Obamy wydaje si? zatem osobliwa. Trudno znale?? rzetelne wyt?umaczenie dla jej implikacji. Usi?uje to uczyni? Dinesh d’Souza w swoim najnowszym filmie, który polecam ka?demu, gdy? wnioski z niego p?yn?ce s? zbyt obszerne, aby jej zamie?ci? w niniejszym wywiadzie. Mitt Romney oferowa? znacznie bardziej przejrzyste recepty. Wydawa?y si? ?mielsze i w pe?ni racjonalne.

?ukasz Smalec: Obecna administracja za spraw? zmienno?ci pogl?dów uzna?a, ?e ich po prostu nie ma. Abstrahuj?c od tych zarzutów, umiej?tno?? dialogu w obecnych czasach jest na wag? z?ota. Wizyta w Polsce zdecydowanie by?a uk?onem w nasz? stron?, dawa?a pewne nadzieje na przysz?o??. Stanowi?a ona jak?e rokuj?c? alternatyw? dla polityki Waszyngtonu, której centralnym elementem jest zwrot w kierunku Pacyfiku. Co do stwierdzenia, ?e zimna wojna niedawno si? sko?czy?a, nie mog? si? zgodzi?. Min??o ju? ponad 20 lat, Rosja jest co prawd? spadkobierc? dziedzictwa ZSRR (przede wszystkim sta?ego miejsca w RB NZ oraz triady nuklearnej), ale jej si?a oddzia?ywania jest znacz?co mniejsza.  Co do relacji z Pekinem, wydaje mi si?, ?e z Pa?stwem ?rodka trzeba wypracowa? ramy wspó?pracy, ChRL nie mo?e by? lekcewa?ona. Tym bardziej, ?e Bush jr nie wykaza? si? zbytnio na tym polu. Natomiast zgadzam si?, ?e nie mo?na wyst?powa? w roli klienta i nale?y nak?oni? ChRL do zaakceptowania zasad przestrzeganych przez wszystkich kluczowych aktorów mi?dzynarodowych, o których wspominasz.

W takim razie trzeba zada? pytanie: quo vadis, USA? Jak reelekcja wp?ywie na postaw? Stanów Zjednoczonych wobec kluczowych problemów w skali globalnej? (Takich jak zaostrzenie stanowiska wobec Iranu, przysz?o?? Afganistanu, kryzys ekonomiczny – czy Obama naprawd? stanowi recept? na jego rozwi?zanie?)

Aleksandra Szumilas: Druga kadencja jest wa?niejsza. Pierwsza to starania o reelekcj?, a druga to konkretne dzia?ania. Reelekcja to znak dla ekipy Obamy, ?e szli w dobrym kierunku, wi?c dotychczasowa polityka b?dzie kontynuowana. Najpierw Obama musi doj?? do porozumienia co do bud?etu, aby wyeliminowa? problem deficytu w kraju. My?l?, ?e w drugiej kadencji Obama b?dzie stara? si? zrobi? wi?cej dla rozwi?zania konfliktu izraelsko-palesty?skiego.

?ukasz Smalec: Rozwi?zanie konfliktu izraelsko-palesty?skiego pozostaje niezmiennym celem polityki zagranicznej USA, chocia? g?ównie w sferze deklaratywnej, w praktyce poczynania Waszyngtonu s? mniej ni? skromne. Miejmy jednak nadziej?, ?e po osi?gni?ciu celu tj. reelekcji, B. Obama nie osi?dzie na laurach i rzeczywi?cie podejmie prób? rozwi?zania tego i innych problemów zarówno w polityce wewn?trznej jak i zagranicznej.

Jan Szczepanowski: Mówi si?, zreszt? sam Barack Obama o tym wspomnia?, ?e w drugiej kadencji prezydent ma wi?ksza swobod? manewru. Jednak gdyby podj?? jakiekolwiek przemy?lane dzia?ania w pierwszej, wszelka pora?ka nie zaszkodzi?aby mu bardziej, ni? zupe?ne fiasko na polu walki z kryzysem gospodarczym. W samych Stanach Zjednoczonych najwi?ksze niezadowolenie wywo?a?a reakcja na zdewastowanie ambasady w Egipcie. Prominentni publicy?ci ca?y czas wspominaj?: “Mr. President, the Muslim Brotherhood are not our friends…”. Barack Obama zapewne to rozumie jako by?y muzu?manin, lecz wydaje si? dzia?a? bardzo ostro?nie w regionie. Oprócz widowiskowego zlikwidowania „wroga publicznego numer jeden” nie mo?e jednak poszczyci? si? sukcesami. Tak zwana Arabska Wiosna spowodowa?o przetasowanie na Bliskim Wschodzie. USA straci?y wielu przyjació?, przede wszystkim prezydenta Mubaraka. Proces pokojowy w Izraelu stoi w martwym punkcie, poniewa? prezydent Stanów Zjednoczonych nie potrafi uzna? racji nieustannie zagro?onego i atakowanego pa?stwa Izrael. Pa?stwo ?ydowskie jest forpoczt? cywilizacji zachodniej i jedynym prawdziwie oddanym ideologicznie sojusznikiem USA w regionie. Traktowanie go z coraz wi?ksz? rezerw? i dystansem mo?e doprowadzi? do ca?kowitej katastrofy. S?ycha? wiele g?osów w obozie prawicowym, które mówi?, ?e wobec takich pa?stw jak Iran nale?y post?powa? zdecydowanie – jak m??czyzna. Nie wspominaj?c o moralnym obowi?zku pomocy najbli?szemu sojusznikowi, któremu kto? ca?y czas zagra?a atakiem. Je?li Izrael wci?? b?dzie pozostawiony praktycznie bez wsparcia USA, poczucie zagro?enia mo?e s?usznie wzrosn?? do takiej skali, i? pokój w regionie stanie si? absolutnie nierealn? perspektyw?.

?ukasz Smalec: Co do zabicia Osamy bin Ladena, uwa?am, ?e nie by? to tak spektakularny sukces jak chcia?aby go przedstawi? demokratyczna administracja – Saudyjczyk by? ju? wtedy tylko symbolem, a nie realnym przywódc? Al-Kaidy, a sama organizacja od samego pocz?tku raczej znan? mark? ni? hierarchiczn? struktur?. Na problem Izraela trzeba mimo wszystko patrze? z szerszej perspektywy. Poza niew?tpliw? wspólnot? ideologiczn?, nie mniej istotne jest ci?g?e zagro?enie egzystencji ameryka?skiego sojusznika; do tego dochodzi pomoc ?wiadczona przez Waszyngton na rzecz Izraela. Je?li chodzi o zdecydowane dzia?ania wobec Iranu, to s? one wi?cej ni? ryzykowne, zarówno ze wzgl?du na koszty, jak i niepewno?? sukcesu oraz d?ugotrwa?o?? przedsi?wzi?cia. De facto Iran nie stanowi realnego zagro?enia dla bezpiecze?stwa Izraela. Wydaje si?, ?e racj? ma K. Waltz, który uznaje, ?e zdobycie przez Iran broni nuklearnej przyczyni si? do ustabilizowania sytuacji w regionie, eliminuj?c ryzyko wybuchu konfliktu na pe?n? skal?.

Warto zastanowi? si? nad perspektywami, jakie niesie ze sob? kolejna kadencja Demokraty. Czy po czterech latach prezydentury, która naznaczona has?em „zmiany” w zasadzie niczego takiego nie przynios?a, mo?na spodziewa? si? realizacji niedawnych obietnic? (Bior?c pod uwag?, ?e to ju? ostatnia kadencja.)

Aleksandra Szumilas: Po pierwsze, nie zgodz? si?, ?e cztery lata prezydentury nic nie wnios?y. Chocia?by w kwietniu 2010 roku prezydenci USA i Rosji podpisali uk?ad o ograniczeniu strategicznych zbroje? nuklearnych START, a to wa?na sprawa dla obu pa?stw. Dzi?ki Obamie homoseksualni wojskowi nie musz? si? ju? kry? ze swoj? orientacj? seksualn? i nie musz? pod??a? za polityk? “Don’t ask, don’t tell”. Poza tym, je?li ju? chcemy rozlicza? Obam? z obietnic, to we?my pod uwag? jego zachowanie w przypadku wydarze? niespodziewanych jak Arabska Wiosna czy huragan Sandy. Obama wys?a? do Libii wojska bez zgody Kongresu. Bardzo dobrze poradzi? sobie z nadejsciem huraganu w ostatnich dniach kampanii wyborczej. Nie zapomnijmy te? o zabiciu O. bin-Ladena czy wycofaniu wojsk z Iraku. Tak jak mówi?am wcze?niej, druga kadencja to czas na zdecydowane dzia?ania i w?a?nie takich oczekuj?.

?ukasz Smalec: Nieprzypadkowo powiedzia?em „w zasadzie”, bo faktycznie zmieni?a si? retoryka, jak? pos?ugiwa? si? Waszyngton. Administracja demokratyczna by?a mniej zdecydowany w dzia?aniach ni? Republikanie, niemniej ci ostatni równie? znacz?co zmniejszyli swoj? aktywno?? w obliczu skomplikowanej sytuacji w Iraku, Afganistanie oraz problemów ekonomicznych w drugiej kadencji. Podpisanie START-u wynika w du?ej mierze z pragmatyzmu, przede wszystkim z powodów ekonomicznych. Je?li chodzi o postaw? wobec Arabskiej Wiosny, okre?li?bym j? raczej jako niejednoznaczn?. Co do Iraku, ogranicz? si? do stwierdzenia, ?e tak pocz?tek konfliktu (haniebny z punktu widzenia mocarstwa, które stanowi, a przynajmniej tak si? okre?la, forpoczt? praw cz?owieka, demokracji, a nade wszystko moralno?ci w polityce zagranicznej) jak i koniec konfliktu (za kadencji G. Busha jr wprowadzono strategi? Surge  – Obama by? jej przeciwnikiem – która de facto umo?liwi?a wyj?cie z Iraku, wówczas podpisano równie? porozumienie w tej sprawie), to zas?uga ekipy Busha. Niemniej jednak B. Obama przynajmniej w ten sposób spe?ni? swoj? obietnic? o wycofaniu jednostek z Iraku. Kwestia homoseksualnych ?o?nierzy: nie twierdz?, ?e nie jest to godne odnotowania, ale je?li staje si? jednym z g?ównych osi?gni?? prezydenta, to chyba nie ?wiadczy za dobrze o jego sukcesach. Sama ci?nie si? na usta konstatacja, ?e jaka prezydentura, takie osi?gni?cia. Ja równie? licz?, ?e Waszyngton podejmie bardziej zdecydowane dzia?ania w czasie trwania drugiej kadencji prezydenta B. Obamy.

Jan Szczepanowski: Wspominaj?c s?owa powiedziane „na ucho” ówczesnemu prezydentowi Rosji, Dimitrowi Miedwiedowi, ?e „w drugiej kadencji b?d? mia? wi?ksze pole manewru” my?l?, ?e prezydent Obama mo?e rzeczywi?cie nas zaskoczy?. Wydaje si?, ?e nie pozytywnie. Wi?ksza swoboda oznacza w tym wypadku wi?cej socjalizmu w gospodarce i liberalizmu w stosunkach mi?dzynarodowych. Omówmy pokrótce, na jakich polach Barack Husajn Obama nie wype?ni? swoich obietnic, tak aby?my mieli zupe?n? jasno??, co do efektywno?ci jego rz?dów. Jedn? z deklaracji by?a ch?? zmniejszenia deficytu o po?ow?, tymczasem, podczas gdy w 2009 roku wynosi? 1.4 bilionów dolarów, obecnie wynosi oko?o 1.2 bilionów dolarów. Kolejna obietnica, mówi?ca, ?e bezrobocie spadnie poni?ej 8 procent równie? nie zosta?a dotrzymana. Taki poziom, zupe?nie normalny w lewicowej Europie jest jak na ameryka?skie warunki naprawd? niespodziewanie ogromny. Istnieje jeszcze wiele innych spraw, takich jak kwestia przejrzysto?ci administracji, która pozostawia wiele do ?yczenia. Na koniec warto zada? reaganowskie pytanie: “are we better off now than four years ago?” Tylko 31% Amerykanów odpowiedzia?o na nie twierdz?co.

?ukasz Smalec: Mimo wszystko by?bym wi?kszym optymist? Je?li chodzi o próg o?mioprocentowego bezrobocia, to cel zosta? osi?gni?ty „rzutem na ta?m?” tuz przed wyborami. Dzi?kuj? za wyczerpuj?ce odpowiedzi i po?wi?cony czas.


Przeczytaj te?:

To be happy it is important to be healthy. How can medicines help up? It isn’t difficult for immigrants to purchase drugs online. How it is possible? For example Xylocaine causes loss of feeling in an area of your body. Given during childbirth. Secondly treats emergency soul rhythm problems. Usually, if you have lost the charisma, charm to a particular partner, treatment options like Cialis to improve potency is unlikely to help him back. Cialis is a drug used to treat different troubles. What do you already know about sildenafil vs tadalafil? Apparently each adult has heard about vardenafil vs sildenafil. (Read more http://rootinfonline.com/cialis-for-daily-use.html). Like all other medications, Cialis is also according of it’s active ingredient. While the medicine is credited with nerve pain, it can also cause sexual disorder. The most common potentially serious side effects of such medicaments like Cialis is stuffy or runny nose. Tell local physician if you have any unwanted side effect that bothers you. Discuss the matter with your soundness care professional to ensure that you can use this drug. Some tests can be used to extent of male sexual problems.

The following two tabs change content below.

Łukasz Smalec

Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego w specjalności bezpieczeństwo i studia strategiczne (2011 r.) oraz Szkoły Głównej Handlowej (kierunek zarządzanie, 2013). Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Odbywał staże w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (2010) oraz Ministerstwie Spraw Zagranicznych (2012).W przeszłości współpracownik portalu stosunki.pl oraz miesięcznika Stosunki Międzynarodowe. Zainteresowania badawcze: bezpieczeństwo międzynarodowe po Zimnej Wojnie, polityka bezpieczeństwa oraz kultura strategiczna USA, region "Globalnych Bałkan" (zwłaszcza Irak, Iran and Afganistan), rywalizacja/współpraca amerykańsko-chińska oraz problematyka północnokoreańska. kontakt: lukasz.smalec(at)centruminicjatyw.org

8 komentarzy on "USA po wyborach – eksperci CIM o reelekcji Obamy (część II)"

  1. „Jeśli Izrael wciąż będzie pozostawiony praktycznie bez wsparcia USA” – z całym szacunkiem, ale to stwierdzenie jest nieco absurdalne w kontekście tego, co się dzieje w relacjach izraelsko-amerykańskich…

    • Mówiłem te słowa w kontekście Iranu a także biorąc pod uwagę dość sporą dysproporcję pomiędzy zaangażowaniem USA we wsparcie polityki państwa Izrael w czasie urzędowania poprzednich dwóch administracji a obecnej.

      • Po raz kolejny muszę zaoponować. Amerykańskie zaangażowanie zmniejszyło się tylko i wyłącznie na polu retoryki, bo od czasu do czasu udało się administracji Obamy wspomnieć o „krytyce” polityki Izraela wobec np. osiedli na Zachodnim Brzegu. Problem w tym, że nigdy nie poszły za tym realne decyzje, konsekwencje polityczne, ekonomiczne etc. etc. Co do dysproporcji w zaangażowaniu USA we wsparciu polityki Izraela: skłaniałbym się ku zupełnie przeciwnej tezie. Choćby pobieżna analiza sumarycznych wartości amerykańskiej pomocy zagranicznej dla Izraela (http://www.fas.org/sgp/crs/mideast/RL33476.pdf, s. 20) jasno wskazuje, że po „urodzajnych” latach Clintona nastąpił spadek pomocy dla Izraela za obu kadencji Busha (wyjątkiem jest z wiadomych względów rok 2003), aby potem znów nastąpił wzrost po dojściu Obamy do władzy. Przypadek? Czy przeszło 3 miliardy USD rocznie na pomoc militarną (w porównaniu z przeciętnie 2,3 miliarda za Busha) to rzeczywiście pozostawienie Izraela bez wsparcia w obliczu zagrożenia Iranu? Wydaje mi się, że fakty mówią same za siebie.

  2. Basia Marcinkowska

    Nie rozumiem zaniepokojenia faktem, że USA poświęcają obecnie dużo uwagi Brazylii i Chinom. Czy skierowanie się na dwie rosnące potęgi BRICku nie jest raczej przejawem racjonalnego podejścia do polityki zagranicznej?
    Co do importowania surowców energetycznych to wydaje się, że USA czeka ciągle na gorsze czasy, trzymając „w skarpecie” zapasy na czarną godzinę 😉

  3. Arturze, ja z kolei zwróciłbym uwagę na zrozumiały spadek pomocy dla Izraela po 2003 r.;) (wydatki związane z operacja w Iraku i Afganistanie, po tym jak sytuacja zaczęła si komplikować) i wzrost po zakończeniu wojny w Iraku. Wydaje mi się, że na relacje w owym okresie należy spojrzeć szerzej niż przez pryzmat wysokości wsparcia materialnego bez względu na jego przeznaczenie. Bush zrobił znacznie więcej dla Izraela eliminując reżim S. Husajna (de facto jednego z dwóch, obok Iranu, największych wrogów tego państwa). Izrael stał się jednym dwóch największych beneficjentów konfliktu (por. C. Jones, Israel. Major Beneficiary). Myślę, że słowa ówczesnego premiera A. Szarona który stwierdził, że „Bush to najlepszy przyjaciel Izraela, jaki do tej pory zasiadał w Białym Domu”, mówią wiele.

    Nie chcę rozpisywać się o sile oddziaływania lobby żydowskiego w owym okresie (por. J. Mearsheimer, S. Walt, The Israel Lobby and U.S.
    Foreign Policy), porównaj proszę z chwilą obecną.

    Wydaje mi się, że również w odniesieniu do zagrożenia ze strony Iranu widać różnicę. Administracja Busha jak tylko „dostrzegła” ryzyko wejścia Iranu w posiadanie broni nuklearnej wskazała, że stanowi to „śmiertelne niebezpieczeństwo dla Izraela”, ostrzegając, że wszystkie kroki są brane pod uwagę. USA przybrały bardziej zdecydowaną postawę wobec Islamskiej Republiki, choć równie nieskuteczną, niż miało to miejsce w ciągu ost. czterech lat.

    Izrael mógł czuć się nieco osamotniony w sytuacji, gdy jak głosi tamtejsza propaganda grozi mu poważne zagrożenie (oczywiście podobne deklaracje są nieco na wyrost) a administracja amerykańska z przyczyn wiadomych (rok wyborczy) dąży do zachowania, w miarę możliwości, dość neutralnej postawy wobec problemu. Tym bardziej, że Izrael odrzuca możliwość akceptacji nawet realizacji programu nuklearnego Iranu w celach pokojowych.

  4. Mimo wszystko uważam, że fakt, iż Obama (w przeciwieństwie do Busha) nie prowadzi kolejnych wojen, które leżą w interesie Izraela, nie stanowi o zmniejszeniu amerykańskiego poparcia dla tego kraju. USA nieprzerwanie wspiera Izrael na forum ONZ, a gdy doszło do kolejnej odsłony wojny w Gazie Obama jasno zadeklarował swoje poparcie dla „izraelskiego prawa do obrony”. Podobnych przykładów możnaby mnożyć w nieskończoność.
    Politycy na szczycie władzy w USA i Izraelu mogą za sobą nie przepadać (vide poparcie Netanyahu dla Romneya przeciw Obamie), ale żywotnych interesów obu stron nie da się rozwiązać w jeden dzień, czy nawet w trakcie jednej kadencji. Nie oszukujmy się, USA wspierało, wspiera i będzie wspierać Izrael, a jak sam zauważyłeś, poczucie samotności tego kraju, to jest czysta propaganda.

  5. Chodziło mi raczej, że owo zagrożenie jest podnoszone głównie z przyczyn propagandowych (różnica potencjału militarnego na korzyść Izraela jest ogromna), niemniej jednak z poczuciem samotności jest podobnie. Moim zdaniem rację ma K. Waltz, który stwierdził, że broń nuklearna w posiadaniu Iranu ustabilizowałaby sytuację, ograniczając niemal nieograniczoną w chwili obecnej swobodę działania Izraela.

    Nie twierdzę, że B. Obama nie jest przyjacielem Narodu Wybranego, ale okazuje to w sposób mniej wylewny (liczą sie czyny nie słowa…:)), za co został skarcony przez premiera Izraela. Mam wrażenie, że raczej było to posuniecie taktyczne, nie mające wiele wspólnego z takim czy innym stosunkiem do urzędującego prezydenta USA (może chodziło o zmianę postawy prezydenta lub próbę zbicia kapitału politycznego u jego ewentualnego nastepcy). Sympatie i antypatie w tym przypadku uważam za drugorzędne.

    Zgadzam się w pełni, że wsparcie Izraela przez USA na forum ONZ (wielokrotne veta w RB NZ), które sięga początków państwowości Izraela, w najbliższym czasie nie powinno ulec osłabieniu.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>