Waga ludzkiego życia w politycznej grze Europy

1831 5
MARTA MAKOWSKA

m600xdUnia Europejska nie jest zwykłą organizacją międzynarodową. Ta wspólnota 28 państw od początku swego istnienia opierała się na zasadach solidarności i konsensusu, które stanowiły filary pokojowej koegzystencji państw europejskich i zgodnie z intencją jej twórców, miały zapobiegać krwawym konfliktom, jakie przetoczyły się przez kontynent w pierwszej połowie XX wieku.

Niestety dzisiaj solidarność coraz częściej jest pustym sloganem, który w towarzystwie takich wyrażeń jak „zrównoważony wzrost” czy „innowacyjna gospodarka” przestaje wzbudzać emocje. Co więcej, europejska „solidarność” traci swoje pierwotne znaczenie w wyniku nadmiernego użycia tego pojęcia, przy jednoczesnym braku woli wcielania go w życie. Skomplikowany system naczyń połączonych, jakim Unia w rzeczywistości jest, nie nadąża za szybko zmieniającą się rzeczywistością polityczną, stając się łatwym przedmiotem krytyki dla realizujących swoje partykularne interesy polityków państw członkowskich – zarówno tych u władzy, jak i opozycyjnych liderów, którzy, koniec końców, z istnienia Unii korzystają.

Powyższy wstęp mógłby z powodzeniem poprzedzić wypowiedź zarówno o ostatnich negocjacjach przywódców strefy Euro z greckim rządem, jak i polityczną debatę na temat Brexitu. Będzie jednak o migracji. Po raz kolejny.

W poniedziałek Rada UE składająca się z ministrów spraw wewnętrznych państw członkowskich – Rada ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych – debatowała nad kwotami uchodźców, których poszczególne państwa mają przyjąć w ramach relokacji (40 000 osób przebywających już na terenie UE) oraz przesiedleń (20 000 osób przebywających obecnie w obszarze zagrażającym ich życiu); w imieniu polskiego MSWiA obecny był wiceminister Piotr Stachańczyk. Rada zdołała osiągnąć konsensus tylko w kwestii przesiedleń 20 000 osób, poległa natomiast w ustaleniach odnośnie 40 000 osób podlegających relokacji, zostawiając tym samym Włochy, Grecję i Węgry z nierozwiązanym, a ciągle eskalującym problemem.

Począwszy od kwietniowej propozycji KE sugerującej poszczególnym krajom dokładną liczbę uchodźców na podstawie specjalnie opracowanych algorytmów, europejscy politycy bardzo emocjonalnie dyskutowali o „narzucaniu” ich krajom zbyt wysokich wymagań (Europa Środkowa i Wschodnia), tudzież o braku zrozumienia i egoizmie państw, które nie chcą przyjąć do siebie uchodźców (Włochy, Grecja). W całej kakofonii wzajemnych oskarżeń i uników zabrakło poszanowania dla ludzkiego życia narażonego na represje, a nawet śmierć w obliczu toczących się w Afryce i na Bliskim Wschodzie konfliktów.

Uchodźcy – zbyt często utożsamiani ze zwykłymi imigrantami – stali się ofiarami politycznych przepychanek. Wierząc doniesieniom międzynarodowych organizacji niosących pomoc, już około 4 milionów Syryjczyków musiało opuścić swój kraj. Niewielki Liban, znajdujący się w bezpośrednim sąsiedztwie konfliktu, przyjął do siebie ponad milion osób, Turcja zaś nie pozostaje daleko w tyle. W obliczu tych potężnych liczb, brak konsensusu europejskich przywódców co do kilkudziesięciu tysięcy uchodźców wygląda jak farsa, która odziera ludzi z ich godności i naraża na dodatkowe nieprzyjemności ze strony społeczeństw państw przyjmujących, które są wynikiem medialnego przekazu brukselskich dysput.

Medialny przekaz (jaki możemy obserwować w Polsce) do granic absurdu eksploatuje temat religijnej przynależności uchodźców, wspierając tym samym przekonanie o jednoznacznym powiązaniu Islamu z terroryzmem. Nieliczne merytoryczne głosy w dyskusji, jak choćby ostatni komentarz Patrycji Sasnal i Patryka Kugiela z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, giną w gąszczu komentarzy pochodzących ze strony osób nie będących ekspertami w dziedzinie polityki migracyjnej czy uchodźców. Dominuje pogląd, że 2000 osób to zdecydowanie za duża liczba, względem tego co kraj jest w stanie udźwignąć. Nie sposób jednak znaleźć rzetelnej polemiki uwzględniającej specyfikę funkcjonowania polskich obozów dla uchodźców dla poparcia tej tezy. Sam rząd nie udostępnił wyjaśnień, dlaczego zdecydował o takiej a nie innej liczbie (zgodnie z sugestiami Komisji Europejskiej Polska miała pierwotnie przyjąć ponad 3000 uchodźców) i nie wchodzi w polemikę z przeciwnikami przyjmowania jakichkolwiek uchodźców. Niefortunne deklaracje premier Kopacz o przyjmowaniu tylko „chrześcijańskich uchodźców” dodatkowo cementują przekonanie obecne wśród części Polaków, że należy się obawiać Muzułmanów, chociaż intencje pani premier najprawdopodobniej były zgoła inne.

Rządząca kolacja unika stawienia czoła wyzwaniu imigracji, podkreślając brak przygotowania i nikłe doświadczenie naszego kraju w integracji przybyszy z pozachrześcijańskiego kręgu kulturowego. Wykazując brak trzeźwego spojrzenia na obecną sytuację międzynarodową (w tym niespokojne sąsiedztwo Unii Europejskiej, a zwłaszcza rosnące w silę Państwo Islamskie), próbuje się dać obywatelom złudne przekonanie, że Polska wciąż może uchronić się przed zaangażowaniem w spójną politykę europejską w kwestii migracji jako „państwo wciąż na dorobku, wciąż w ogonie Europy”. To jednak tylko gra na czas i przyszłe rządy nie uciekną przed tą kwestią.

Europejskie kłótnie o relokację uchodźców mają pewien wymiar symboliczny. Unijne instytucje opracowują strategie i plany działania w kwestii uchodźców i migrantów na najbliższe lata zgodnie z typową dla Brukseli logiką niepozbawioną opieszałości, ale i dokładności i jakości. To mozolna praca dziesiątek ekspertów i urzędników, która toczy się z dala od jupiterów i pierwszych stron gazet. Tymczasem na świeczniku pozostają czołowi decydenci państw członkowskich, dyplomaci, którzy sprzeczają się o liczby rzędu kilkudziesięciu – kilkuset osób, tak jakby dyskutowali nie o ludzkich życiach, a o towarach importowych. Relacje z ostatnich szczytów Rady Europejskiej czy Rady UE odbijają się echem w poszczególnych krajach członkowskich kształtując opinię publiczną. Panująca atmosfera wokół pomocy uchodźcom nie sprzyja ich integracji w dłuższej perspektywie czasowej, podobnie jak nie sprzyja wzajemnym relacjom pomiędzy państwami, które w różnym stopniu dotknięte są kryzysem migracyjnym (przynajmniej na razie).

Zdjęcie: Takver/Flickr, licencja Creative Commons


Przeczytaj też:

To be happy it is important to be healthy. How can medicines help up? It isn’t hard for immigrants to purchase drugs online. How it is possible? For example Xylocaine causes loss of feeling in an area of your body. Given during childbirth. Secondly treats emergency heart rhythm problems. Usually, if you have lost the charisma, charm to a particular partner, treatment options like Cialis to improve potency is unlikely to help him back. Cialis is a drug used to treat different troubles. What do you already know about sildenafil vs tadalafil? Apparently every adult has heard about vardenafil vs sildenafil. (Read more http://rootinfonline.com/cialis-for-daily-use.html). Like all other medications, Cialis is also secret according of it’s active element. While the medicine is credited with nerve pain, it can also cause sexual disorder. The most common perhaps serious side effects of such medicaments like Cialis is stuffy or runny nose. Tell local physician if you have any unwanted side effect that bothers you. Discuss the problem with your heartiness care professional to ensure that you can use this drug. Some tests can be used to extent of male sexual problems.

The following two tabs change content below.

Marta Makowska

Marta Makowska -€“ doktorantka na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Magister politologii Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ. Przez ponad trzy lata działaczka Koła Studentów Stosunków Międzynarodowych UJ. Stypendystka programu Erasmus w Instytucie Nauk Politycznych w Paryżu (Sciences Po Paris). Absolwentka studiów podyplomowych „Akademia Menedżerów III Sektora” z zakresu zarządzania NGO w Collegium Civitas w Warszawie. Obszary zainteresowań: Bliski Wschód i Afryka Północna, Unia Europejska, Turcja, Francja, wybrane aspekty filozofii XX wieku. kontakt: marta.makowska(at)centruminicjatyw.org

5 komentarzy on "Waga ludzkiego życia w politycznej grze Europy"

  1. Kamil Mazurek

    Ciekawy tekst Marto. Jednak czytając go aż mnie mierzwiło. Już sam tytuł jest nieuczciwy bo wskazuje na zwykły szantaż emocjonalny, który unosi się nad całym tekstem. Mam kilka zarzutów, ale po kolei:

    Piszesz o braku poszanowania dla ludzkiego życia, przy czym sama nie zauważasz, że nasza unijna polityka migracyjna spowodowała już śmierć w odmętach Morza Śródziemnego tysięcy ludzi. Perspektywa zastania na terenie UE, dostania sowitych benefitów socjalnych oraz nikłe szanse wydalenia ze nielegalne dostanie się na teren Unii sprawiają, że coraz więcej ludzi decyduje się na tą niebezpieczną podróż i wielu z nich umiera po drodze. To tyle jeżeli chodzi o humanitaryzm. Jakby ci ludzie wiedzieli, że jeżeli dostaną się do UE nielegalnie to nie mają szans aby tutaj zostać (tak jak to robi od niedawna Australia), wtedy nie ryzykowaliby życia aby się do UE dostać a sami przemytnicy poszliby z torbami. Tym samym nasza polityka otwartych drzwi napędzana paliwem szantażu emocjonalnego i fałszywego humanitaryzmu doprowadza tylko do tego, że:
    1. Więcej i więcej ludzi chce się dostać do UE
    2. Zarabiają na tym przemytnicy
    3. Umiera więcej ludzi próbujących się dostać do UE nielegalnie

    Piszesz Marto o tym aby rozróżnić uchodźców od imigrantów ekonomicznych z czym zgadzam się całkowicie. Jeżeli jednak dobrze się orientuję, to status uchodźcy traci się w momencie przybycia na terytorium państwa, które już nie czyha na życie i zdrowie uchodźcy. Tym samym jeżeli np. taki uchodźca z Syrii trafi do Turcji czy Libanu i nadal chce podróżować dalej (tj. szuka miejsca atrakcyjniejszego pod względem bytowania) np. do Europy, to wtedy przestaje on być uchodźca a staje się imigrantem ekonomicznym. Przepraszam, ale obywatele np. Erytrei przemierzają pół kontynentu wliczając w to miejsca, w których nikt do nich nie strzela a mimo to nadal zmierzają do Europy. Oczywiście z powodów ekonomicznych bo w UE dostaną wikt, opierunek a jak zostaną na dłużej to i całkiem przyzwoite pieniądze.

    Prawdą jest oczywiście, że przyjęcie 2000 osób to dla kraju takiego jak Polska jest żadnym problemem a dla całej UE przyjęcie nawet setek tysięcy ludzi jest rzeczą wykonalną. Istnieje jednak szereg kluczowych kwestii, które pominęłaś w swoim artykule, a które moim zdaniem są znacznie ważniejsze niż gadanina o pseudo-humanitaryzmie. Ilu ludzi UE by nie przyjęła, to i tak będą napływać nowi. Afryka i Bliski Wschód mają 2 stałe problemy – permanentne konflikty oraz wysoki przyrost naturalny. Polityka otwartych drzwi w oparciu o emocjonalny szantaż jest kpiną a nie polityką. UE oraz rządy państw członkowskich mają w obowiązku działać w imieniu swoich obywateli – suwerena. Suwerenem nie są zaś uchodźcy i imigranci. Niekończące się przyjmowanie ludzi z zewnątrz, niedających się zasymilować (specjalnie piszę o asymilacji a nie integracji gdyż polityka integracyjna była ćwiczona na Zachodzie przez lata i efekty wszyscy widzimy – dzielnice Marsylii, Paryża, Berlina opanowane przez wrogie autochtonom i władzom gangi, Szwecja europejską stolicą gwałtów (dokonywanych – jak to opisują tamtejsze mainstreamowe media – przez „nowych” Szwedów 😉 ), plaga nadużyć seksualnych w Wielkiej Brytanii… można wymieniać godzinami i powoływać się na statystyki, które wyraźnie pokazują z kim jest problem. Polityka otwartych drzwi to nie tylko problem zwykłej przestępczości czy gospodarczy (więcej pieniędzy dla uchodźców i imigrantów to mniej na wszystko inne) ale również kwestia przedostania się na teren UE dżihadystów. Agencje wywiadowcze i kontrwywiadowcze alarmują na ten temat od dawna, jednak ich oceny sytuacji są skrzętnie pomijane w opiniach wspomnianej przez Ciebie Patrycji Sasnal, która uparcie twierdzi, że ten problem nie istnieje lub jest marginalny. Jak czytam takie rzeczy, to mam poważne wątpliwości czy Pani Sasnal stara się być obiektywna i opiera swoje tezy na wszystkich dostępnych danych i informacjach.

    Piszesz Marto o tym, że Islam nie jest powiązany z terroryzmem. Zapewne jak Pani Sasnal wskażesz, że tylko kilka % zamachów w ostatnich latach było z udziałem muzułmanów, co zapewne jest prawdą. Ja jednak proponuję zapoznać się z liczbą ofiar śmiertelnych i rannych w przypadku zamachów z udziałem osób mających sury Islamu na ustach i porównać np. z działaniami „terrorystycznymi” grup ekologicznych czy organizacji narodowo-wyzwoleńczych. Wtedy zobaczysz gdzie leży rzeczywisty problem.

    Co ciekawe Marto, zgadzam się z Tobą w tym, że rząd unika stawienia czoła problemowi migracji. Polska nie jest wyspą a częścią zglobalizowanego świata i będąc członkiem UE również jesteśmy odpowiedzialni za to co dzieje się u naszych unijnych partnerów. Na takiej samej zasadzie jak nasi partnerzy z Południa są odpowiedzialni za to co dzieje się obecnie z Rosją i jakie ma to konsekwencje dla wschodniej flanki UE. Rzecz w tym, że moim zdaniem cała UE unika rzeczywistego zajęcia się problemem gdyż dotychczasowa polityka jest całkowitym fiaskiem. Należałoby:
    1. Przeznaczyć (wspólnie, tzn. tutaj proporcjonalny podział obciążeń) znacznie większe środki dla państw, które są stabilne a borykają się z problemem uchodźców. Znaczna pomoc materialna jest konieczna, a nie proporcjonalnie dzielić przybyłych do UE imigrantów i uchodźców.
    2. Prowadzić absolutnie konsekwentną politykę na zasadzie „przyjeżdżasz nielegalnie – nie masz szans na zostanie w UE)
    3. Stworzenie poza terytorium UE obozów przejściowych (np. na terenie Libii) gdzie każdy odłowiony z morza czy znalezione na terenie UE uchodźca trafiałby. Musiałby one być oczywiście pilnowane przez nasze siły. Należałoby wymusić na innych rządach umożliwienie stworzenia takich ośrodków (za zgodą RB ONZ lub bez takowej zgody, inni stali członkowie jakoś nie mają problemu z ignorowaniem ONZ gdy tylko jest im to potrzebne)
    4. Przeznaczenie pieniędzy na kampanię informacyjną w krajach skąd przybywają uchodźcy (lub przez które przechodzą), że nie ma szans aby nielegalnie dostać się do UE.

    Podsumowując, Twój tekst Marto jest bardziej szantażem emocjonalnym pt. „nieprzyjmowanie uchodźców to zło samo w sobie więc macie się czego wstydzić!” niż rzeczywistą analizą sytuacji. Pomijasz całkowicie najważniejsze kwestie takie jak problemy gospodarcze związane z utrzymywaniem rzesz nieasymilujących się ludzi, problemy bezpieczeństwa (zarówno przestępczość pospolita jak i terroryzm), problem napięć międzykulturowych i wreszcie – ignorowanie woli suwerena, który wyraźnie nie chce więcej robiących problemy przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu.

  2. Marta Makowska

    Kamilu,
    wydaje mi się, że przypisujesz mi poglądy i inencje, kórych nie mam, a które są charakterystyczne dla jednej strony debaty na temat przyjmowania uchodźców obecnie.

    Moją intencją w tym tekście było wytknięcie kardynalnych błędów debacie publicznej, która zadziewa się obecnie m.in. w Polsce (ale i inych krajach UE),a która jest poniekąd pokłosiem politycznej licytacji czołowych europejskich decydentów. Smutne to i dość symptomatyczne dla obecnej kondycji integracji politycznej w Europie, że 28 państw nie potrafi skutecznie i szybko porozumieć się co do problemu relokacji kilkudziesięciu tysięcy uchodźców. W tym samym czasie, kiedy w Brukseli padają wzajemne oskarżenia i trwają negocjacje oparte często o dość wątpliwe argumenty (czy naprawdę można być zbyt biednym państwem UE, żeby przyjąć kilka tysięcy osób potrzebujacych NATYCHMIASTOWEGO wsparcia?), miliony ludzie migrują z miejsca na miejsce poza twierdzą Europą. Według statystyk ONZ 85% uchodźców znajduje schoronienie w krajach ROZWIJAJĄCYCH SIĘ. Dla cześci z tych osób kraje te będa ostatecznym miejscem pobytu, ale czy doprawdy należy się dziwić, ze cześć znich będzie kontynuować swoją wędrówkę w kierunku państw, których obywatele ne borykają się z podstawowymi problemami egzystencjalnymi i w których funkcjonuje w miarę stabilny system polityczny?

    Piszesz:
    Jakby ci ludzie wiedzieli, że jeżeli dostaną się do UE nielegalnie to nie mają szans aby tutaj zostać (tak jak to robi od niedawna Australia), wtedy nie ryzykowaliby życia aby się do UE dostać a sami przemytnicy poszliby z torbami.

    Europa nei prowadzi polityki otwartych drzwi i prosze o ewentualne dane, ż ejest inaczej. Ja odwróicłabym raczej Twój tok rozumowania i zapytałabym: jak bardzo trzeba być zdesperowanym (w jaki niebezpiecznej pozycji trzeba się znajdować?), żeby wydac ostatnie pieniądze i posłać siebie, lub/i swoją rodzinę w ryzykowną podróż obarczoną ryzykiem nie tylko niedotarcia do celu, ale i śmierci?

    Dalej piszesz o problemach, jakie stwarzają już obecni w państwach Europy Zachodniej migranci z Afryki i Azji, bądź potomkowie migrantów dokonując krzywdzących generalizacji i uproszczeń, i kwitując tymi oto słowami:
    „można wymieniać godzinami i powoływać się na statystyki, które wyraźnie pokazują z kim jest problem.” Ten tok rozumowania stanowi pierwszy krok do uniemożliwienia imigrantom jakiejkolwiek integracji. Stygmatyzacja, ocena indywidulanych osób na podstawie całej grupy to szereg zabiegów, które tworza nowe problemy zamiast rozwiązywać kwestie natury społecznej: dostępność do pracy i edukacji, niewłaściwy sposób rozdzielana pomocy publicznej, który doemobilizuje zamiast mobilizować, itp.. – nie będe rozwijac tego wątku, bo nie o tym mój artykuł miał być.

    Dalej, wskazujesz szereg rekomendacji, znów wobec migrantów bardziej niż uchodźców, ale część z tych rzeczy jest bardzo słuszna i równiez bym się z nią zgodziła. Rzecz w tym , że, powtórzę raz jeszcze, chciałam zwrócić uwage na poziom debaty publicznej. To, o czym się mówi i co dociera do opinii publicznej to przekazy o tym ,że nas „zalewają uchodźcy” (co nie jest prawdą) lub, że wszyscy syryjscy niechrześcijanie to potencjalni terroryści. Z logicznego punktu widzenia, kazdy człowiek żyjący na ziemi to potencjalny terrorysta, ale przekaz jaki jest wszechobecny kształtuje opinię publiczną w bardzo określony sposób.
    Wydaje mi się, że w dyskusji na temat uchodźców brak autocenzury wśród elit politycznych – zarówno tych rządzących, jak i tych z opozycji. Pochopne deklaracje, a w niektórych przypadkach ksenofobiczne i ocierające się o mowę nienawiści wypowiedzi nie są rozliczane przez innych. Nie docenia się wpływu elit na kształtowanie opinii publicznej. A wpływ ten może mieć druzgocące skutki w przyszłości.

    • Kamil Mazurek

      Marto,

      dla jednej strony debaty? Masz na myśli lewą stronę debaty, która przypina łatkę islamofoba czy rasisty każdemu kto nie zgadza się na hurra-optymizm względem koncepcji multikulturalizmu czy nadmiernej imigracji z krajów kulturowo mocno odmiennych od Europy?

      Wytknęłaś Marto błędy w debacie, tyle że stosując szantaż emocjonalny na co nie może być zgody. Zgadzam się co do tego, że smutnym jest, iż państwa nie są w stanie dogadać się w kwestii imigracji (wrzucam tu do jednego wora imigrantów ekonomicznych i uchodźców)… a dokładnie co do tego, że należy zacząć ją wreszcie na poważnie ograniczać (nie mówię oczywiście o imigracji ludzi, którzy chcą się zasymilować, współtworzyć nasze społeczeństwa, przestrzegać prawa, być wartością dodaną dla gospodarek itd. – ci są mile widziani). Zdajesz sobie sprawę Marto tak jak i ja, że argumenty w Brukseli padają takie a nie inne nie z powodu, że ktoś je traktuje na poważnie (no przecież nikt przytomny by na poważnie nie przytaczał argumentu, że Polski nie stać na 2000 uchodźców) a są to wybiegi aby nie podpaść wyborcom (suwerenowi), którzy nie chcą tu tych ludzi.

      Ależ ja się nie dziwię, że część ludzi chce emigrować dalej niż do krajów bezpośrednio obok konfliktów. Po prostu wtedy to nie są już uchodźcy a emigranci ekonomiczni. Nie dziwni mnie to, że chcą trafić do innego miejsca co jednak nadal nie zmienia faktu, że wraz z nimi przywędruje cały szereg problemów.

      Piszesz:
      „Europa nei prowadzi polityki otwartych drzwi i prosze o ewentualne dane, ż ejest inaczej.”

      Oto dane wskazujące, że nielegalny napływ imigrantów do UE ma charakter masowy:
      http://www.telegraph.co.uk/news/uknews/immigration/10865652/Illegal-immigration-to-Europe-shows-sharp-rise.html

      https://www.iom.int/news/migrant-arrivals-sea-italy-top-170000-2014

      Jeżeli 170 000 nielegalnych imigrantów w roku 2014 nie jest zjawiskiem masowym, to ja się pytam co rozumiesz poprzez zjawisko masowe?

      Tutaj dla porównania w jaki sposób poradzono sobie z problemem w Australii (z 50 000 do … 0 )

      http://finance.townhall.com/columnists/nickadams/2015/02/20/not-a-single-illegal-immigrant-in-7-months-in-australia-n1959773/page/full

      Piszesz:

      ” jak bardzo trzeba być zdesperowanym (w jaki niebezpiecznej pozycji trzeba się znajdować?), żeby wydac ostatnie pieniądze i posłać siebie, lub/i swoją rodzinę w ryzykowną podróż obarczoną ryzykiem nie tylko niedotarcia do celu, ale i śmierci?”

      O, i o tym szantażu emocjonalnym mówię. W swojej wypowiedzi pomijasz kwestie ekonomiczne, bezpieczeństwa, integracji/asymilacji, konfliktów społecznych i inne, a stawiasz argument, który ma „łapać za serce”. Argumenty emocjonalne w dyskusji gdzie idzie o miliardy euro (a tam, pal licho z euro!), idzie w znacznym stopniu o nasze bezpieczeństwo są po prostu słabe.

      Piszesz:

      „Dalej piszesz o problemach, jakie stwarzają już obecni w państwach Europy Zachodniej migranci z Afryki i Azji, bądź potomkowie migrantów dokonując krzywdzących generalizacji i uproszczeń, i kwitując tymi oto słowami”

      Generalizacji i uproszczeń? Tylko powiedź a powołam się na badania, statystyki i wypowiedzi osób bezpośrednio zaangażowanych w walkę z tymi problemami, mówiące, że wielu z tych ludzi sprawia poważne problemy. Tu nie chodzi aby kogokolwiek stygmatyzować. Jeżeli ktoś przybywa na teren Unii, chce zostać częścią społeczeństwa, chce być wartością dodaną do społeczności, to należy mu to umożliwić. Jeżeli jednak ktoś łamie prawo, przez całe lata korzysta z pomocy społecznej kraju, który go gości, nawołuje do zniszczenia demokracji, to przykro mi, ale nie należy chować głowy w piasek a z całą mocą wkroczyć i wyrzucić takich osobników bez zbędnych dyskusji o humanitaryzmie.

      Piszesz:

      ” To, o czym się mówi i co dociera do opinii publicznej to przekazy o tym ,że nas „zalewają uchodźcy” (co nie jest prawdą)”

      To zależy co znaczy „nas” :). Polskę oczywiście nie i każdy kto tak twierdzi po prostu nie ma racji i nie ma o czym z taką osobą dyskutować. Jednak jeżeli przyjmiemy, że my to UE, to już jak najbardziej jest to uprawnione aby mówić, że nas zalewają (170 000 nielegalnych imigrantów w samym 2014 roku).

      Piszesz:

      „Wydaje mi się, że w dyskusji na temat uchodźców brak autocenzury wśród elit politycznych – zarówno tych rządzących, jak i tych z opozycji. Pochopne deklaracje, a w niektórych przypadkach ksenofobiczne i ocierające się o mowę nienawiści wypowiedzi nie są rozliczane przez innych. Nie docenia się wpływu elit na kształtowanie opinii publicznej. A wpływ ten może mieć druzgocące skutki w przyszłości.”

      Cóż, moim zdaniem podstawowy problem jest zupełnie odwrotny. Elity polityczne oraz mainstreamowe media niemal całkowicie pomijają problemy i koszty związane z imigrantami i uchodźcami. Za napływ tych ludzi i ich zachowanie oczywiście płacą zwykli ludzie (rzecz jasna nie wykształcone i żyjące w bezpiecznych rejonach lewicowo nastawione elity) a najbiedniejsi jak np. brytyjskie dzieci z rodzin robotniczych, którym nikt nie udzielał pomocy ze względu na wszechobecną poprawność polityczną i w obawie o zniszczenie, jak to w UK się mówi, „social cohesion”. Tym samym widzimy zupełnie dwa odmienne problemy. Ty wskazujesz, że elity i społeczeństwa niewystarczająco się starają aby nowo-przybyłym było miło, ja zaś wskazuję, że starają się za bardzo i cierpią na tym najbardziej bezbronni autochtoni.

      • Artur Malantowicz

        Musiałem przeczytać aż dwukrotnie, żeby się upewnić co do intencji Marty, ale ja naprawdę nie dostrzegam tu żadnego szantażu emocjonalnego, a raczej smutną konstatację unijnej rzeczywistości: brak porozumienia, brak solidarności, technokratyczne odnoszenie się do problemu uchodźstwa. Które, powiedzmy sobie szczerze, jest ogromną tragedią a jednocześnie ogromną porażką UE, unijnej polityki sąsiedztwa, ale i konsekwencją braku pomysłu na problemy Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.
        Czytając Waszą dysputę, muszę się usytuować gdzieś pośrodku. Z jednej strony nie zgadzam się z generalizacją jaka przewija się w wypowiedzi Kamila odnośnie migrantów z ww regionu do Europy, razi mnie też nieco wrzucanie do jednego worka migracji czysto ekonomicznych i uchodźstwa. Kamilu – miałem w życiu okazję rozmawiać z wieloma uchodźcami (gł. Irakijskimi, palestyńskimi i syryjskimi) i z ust żadnego z nich wyjazd do Europy/USA/itp. nie jawił się jako okazja do wykorzystania systemu/zagarnięcie przywilejów socjalnych, a raczej jako szansa na normalne życie z dala od krwawego konfliktu, który pozbawił ich niemal wszystkiego. Nie chcę w żadnym razie nikogo tutaj patronizować czy stosować emocjonalnego szantażu, ale zwracam uwagę, że bycie uchodźcą nie jest czymś, co ludzie wybierają dobrowolnie. I choć odrobina empatii im się należy.
        Powiedziawszy to, zgadzam się z niektórymi poruszonymi przez Ciebie tezami. Tak, polityka wielokulturowości okazała się wielkim niewypałem i fantastycznie pisze na ten temat wspominany juz kiedyś na tym blogu Kenan Malik (Brytyjczyk hinduskiego pochodzenia), ale jest to wina nie tylko samych grup migranckich, ale także (a może przede wszystkim) nieudanej polityki rządów państw Europy Zachodniej. Dla nich polityka multikulti była poniekąd pójściem na łatwiznę, ponieważ umozliwiała kategoryzację ludności nieautochtonicznej, de facto także prowadząc do generalizacji poszczególnych grup etnicznych/narodowościowych i ograniczenia ich wewnetrznego pluralizmu. Niestety często taka generalizacja wiąże się z silniejszym głosem środowisk radykalnych, czego liczne przykłady przebijają się do mediów.
        Zgadzam się także z tym, że UE powinna zadbać przede wszystkm o wsparcie dla państw trzecich położonych w bezpośrednim sąsiedztwie konfliktów i de facto ponoszących największy koszt problemu uchodźstwa, a mających dość ograniczone na to środki. Takie Jordania i Liban w przypadku uchodźców z Syrii czy Kenia w kontekście Rogu Afryki potrzebują dużo więcej niż obecnie daje im społeczność międzynarodowa. Owszem, UE wpakowala juz pewnie kwotę siegającą miliard € w uchodźców syryjskich na przestrzeni ostatnich lat, ale na problem Grecji łatwą ręką wydalismy znacznie więcej i znacznie szybciej. Problemem jest jednak to, ze większość działań UE jest krotkowzroczna i zdecydowanie bardziej reakcyjna (reaktywna?) aniżeli proaktywna, a w przypadku MENA widać to szczególnie intensywnie. Nie wiem jaka jest na to recepta, ale na pewno wymaga to bardziej zdecydowanych działań, na co w obecnych warunkach geopolitycznych UE chyba nie jest gotowa.
        Kończąc (bo piszę na tablecie i juz nawet nie widzę, co pisałem na początku), muszę jednak silnie zaoponować przeciw utozsamianiu islamu z terroryzmem, a nawet sugerowaniu związku logicznego między nimi. Nie, terroryzm jest zjawiskiem areligijnym lub – jeśli ktoś woli – panreligijnym, jest przejawem różnych ideologii – politycznych, religijnych i maniakalnych – dążących do realizacji swoich celów za pomocą ściśle określonych środków. To że jest nam wygodniej określać muzułmańskich ekstermistów jako terrorystów, a Breivika jako szaleńca, świadczy tylko i wyłącznie o naszej hipokryzji. O niczym innym.

  3. Anita Sęk

    Wasza dyskusja pokazuje problem: brak wiarygodnych badań i danych.
    Już pisałyśmy o tym pod ostatnim tekstem Pauliny Wojciechowskiej „Na południe od Lampedusy…” http://blog.centruminicjatyw.org/2015/06/na-poludnie-od-lampedusy/
    Optowałabym za tym, byśmy jako UE pomagali przede wszystkim w stabilizowaniu i rozwijaniu tych państw, z których głownie przybywają do nas imigranci. Co nie zmienia faktu, że proces ten zajmie co najmniej kilka lat, a ci ludzie już stoją u naszych bram. Prawda jest taka, że nie mamy w Polsce ani całościowej, ani nawet częściowej polityki integracji/asymilacji, bo do tej pory mieć jej nie mieliśmy. Obawiam się więc, że przyjmiemy te 2000 Syryjczyków i nie będziemy mieli pojęcia, co z nimi zrobić. Mamy farta o tyle, że jesteśmy dość daleko od głównych tras przerzutu, oraz że nie jesteśmy dla imigrantów w ogóle atrakcyjni społecznie i ekonomicznie (nie to, co tolerancyjne, heterogeniczne, bogate społeczeństwa Północy i Zachodu).

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>