Bezpieczeństwo energetyczne Europa Europa Środkowa i Wschodnia

„Błękitne” działania Rosji, czyli o Gazociągu Południowym

EWA SZKOP*

gaz, cc, zrodlo - flickrUroczysta inauguracja budowy gazociągu South Stream, zgodnie z decyzją ogłoszoną w połowie listopada przez Aleksieja Millera, prezesa rosyjskiego Gazpromu, miała miejsce 7 grudnia 2012 r. w Anapie w Kraju Krasnodarskim (Rosja). Czy jednak, zważywszy na sytuację na rynku energetycznym oraz wysokie koszty budowy „południowego potoku”, najnowszy projekt rosyjskiego giganta ma racjonalne podstawy? Czy inicjatywa ta nie jest jedynie próbą osiągnięcia celów politycznych, bez wzięcia pod uwagę przesłanek ekonomicznych? Gazociąg Południowy, w porównaniu do swojego północnego odpowiednika, jest przedsięwzięciem wyjątkowo kosztownym. Szacuje się, że wartość inwestycji (odcinek morski oraz część europejska) osiągnąć może 16 mld euro (bez uwzględniania wydatków na infrastrukturę rosyjską jest to już niemal dwukrotnie więcej, niż w przypadku Nord Stream).

Projekt zakłada budowę gazociągu, od stacji „Russkaya” w Anapie (Kraj Krasnodarski) do bułgarskiej Warny, o długości 2430 km, w tym 925 km odcinka pod dnem Morza Czarnego, z przepustowością wynoszącą 63 mld m³ rocznie (cztery nitki po 15,75 mld m³ każda). Podobnie jak w przypadku Gazociągu Północnego za budowę odcinka morskiego odpowiadać będzie międzynarodowe konsorcjum (South Stream Transport AG, w którym Gazprom posiada 50% akcji, włoskie ENI 20%, a francuskie EDF i niemiecki Wintershall po 15%), zaś poszczególne odcinki na lądzie realizować będą powołane w tym celu spółki joint-venture. Budowa ma się rozpocząć w 2014 roku. Pierwsze przesyły surowca planowane są na 2015 r., jednak pełen przesył – zgodnie z założeniami – nastąpić ma dopiero w 2018 r.

Zestawiając tempo ogłoszenia decyzji o rozpoczęciu budowy oraz datę jej zakończenia należy zadać sobie pytanie, jaki jest rzeczywisty cel projektu i jakie przesłanki były jego (faktycznym) elementem napędowym?

Wydaje się, że głównym jego celem jest chęć uniezależnienia się od tranzytu surowca przez Ukrainę. Należy zwrócić uwagę, że Kreml od wielu lat bezskutecznie dążył do uzyskania dostępu do ukraińskiego systemu przesyłu gazu, aby mieć możliwość kontroli nad tranzytem. Negatywne stanowisko Kijowa wymusiło na Rosji poszukiwania innego sposobu zabezpieczenia swoich interesów. Należy przypuszczać, że ewentualna zgoda rządu Ukrainy postawiłaby duży znak zapytania nad sensownością projektu, zwłaszcza w obecnych realiach rynku energetycznego. Budowa gazociągu South Stream stanowić będzie duży cios dla ukraińskiej gospodarki, w tym przede wszystkim dla koncernu Naftogaz Ukraina, osiągającego największe przychody z tranzytu błękitnego surowca. Szacuje się, że dla rządu w Kijowie oznaczać to może rocznie nawet 2,5 mld euro straty. Ponadto, uniezależniając się od przesyłu gazu przez terytorium Ukrainy, Rosjanie zmniejszają prawdopodobieństwo wstrzymania dostaw surowca w wyniku tzw. wojny gazowej w relacjach Rosja – Ukraina.

Bez wątpienia elementem mającym wpływ na podjęcie decyzji o budowie Gazociągu Południowego miał także rozwój sektora gazu łupkowego, który doprowadzić może do zmniejszenia zapotrzebowania na rosyjski surowiec, w konsekwencji zaś na spadek cen. Wydaje się, że Rosjanie starają się robić dobrą minę do złej gry, a realizacja nowego – niezwykle drogiego – projektu ma na celu pokazanie światu, że nie obawiają się oni popularności alternatywnych źródeł energii. Odmienne stanowisko przyjmują przedstawiciele Gazpromu, którzy choć początkowo negowali głosy wskazujące na zagrożenie, jakie może przynieść gaz uzyskiwany z łupków osadowych, obecnie przyznają, że zagraża on interesom koncernu. Także obecna sytuacja na europejskim rynku energetycznym nie jest korzystna dla Gazpromu. Utrzymujący się niski popyt oraz wysokie ceny za surowiec powodują, że Rosja zaczyna podejmować kroki mające na celu przełamanie sytuacji, w której Europa szczególnie chętnie spogląda na odnawialne źródła energii oraz spalanie węgla. Mimo że Rosjanie zamierzają obniżyć państwom Europy Zachodniej roczną cenę surowca o ponad 9% (z 400 do 370 USD za 1000 m³), Gazprom może mieć problem z jego sprzedażą.

Wreszcie jednym z czynników mających wpływ na decyzję o rozpoczęciu realizacji inwestycji Gazociągu Południowego, jest próba utrzymania przez Federację Rosyjską statusu głównego dostawcy błękitnego surowca do Europy. Należy oczekiwać, że Kreml będzie ostro krytykował ewentualne głosy wskazujące na potrzebę poszukiwania innych eksporterów czy alternatywnych projektów.

Polityczne czy ekonomiczne działania?

Na oficjalnej stronie inwestycji South Stream przeczytać możemy, że projekt gazociągu ukierunkowany jest na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego, głównie południa Europy. Inwestycja, określana przez Rosjan jako kluczowa, ma na celu zdywersyfikowanie szlaków przesyłu surowca do państw Unii Europejskiej, a co za tym idzie, zagwarantowanie jego dostaw. Rosyjscy eksperci podkreślają, że w średnio- i długookresowej perspektywie, popyt na gaz w UE będzie rósł, w następstwie czego państwa członkowskie zmuszone będą do zabezpieczania się na zewnątrz. Należy jednak zauważyć, że popularność surowca oferowanego przez Federację Rosyjską (przede wszystkim ze względu na cenę) jest coraz niższa, zaś strona unijna poszukuje tańszych rozwiązań zaspokojenia swoich potrzeb energetycznych. Wydaje się, że Rosja stara się ten czarny dla siebie scenariusz przysłonić inicjatywą South Stream. Wątpliwe jest bowiem, aby Kreml nie dostrzegał zagrożenia, jakim są dla niego alternatywne źródła energii, tak chętnie poszukiwane przez państwa UE.

Moskwa realizując projekt, decyduje się na przedsięwzięcie, z którego nie będzie miała zysków. Szacuje się, że łączna przepustowość rosyjskich gazociągów w 2020 r., przy eksporcie surowca na poziomie ok. 160 mld m³, wyniesie 318 mld m³. Oznacza to, że dalszy rozwój (nowe inwestycje) sieci przesyłowej przyczyni się do niepełnego wykorzystywania poszczególnych tras, zaś konkurencyjność Gazpromu znacząco spadnie. Nieopłacalność inwestycji ukazują również niedawne działania władz rosyjskiego koncernu. Już dwa tygodnie po uroczystościach inaugurujących budowę gazociągu, Gazprom zmniejszył budżet projektu na 2013 r., aż o 27%. Decyzja ta stanowi potwierdzenie słów, iż najnowsze przedsięwzięcie strony rosyjskiej jest nierealne.

Co więcej, wprowadzenie zmian w planie finansowym inwestycji każe powątpiewać czy – i tak już odległy – termin (2018 r.) pełnego wykorzystania przepustowości Gazociągu Południowego zostanie utrzymany. Argumentem negującym sensowność południowego „potoku” jest także fakt, iż w jego następstwie Federacja Rosyjska zwiększy swoją zależność od eksportu surowca do europejskiego partnera. Powyższe racje skłaniają do wniosku, że w przypadku budowy Gazociągu Południowego przeważyły interesy polityczne. Uniezależnienie od tranzytu przez Ukrainę czy możliwość większego oddziaływania – dzięki gazociągowi South Stream – na państwa Europy Południowej, choć interesujące z perspektywy geopolitycznej, jest mało opłacalne ekonomicznie. Moskwa po raz kolejny udowadnia, że w swojej polityce nie zawsze kieruje się racjonalnymi przesłankami, zwłaszcza jeśli dotyczyć mają one jej pozycji na „błękitnej liście”.


*Ewa Szkop  (Współpracownik CIM) –  Absolwentka kierunku europeistyka na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, aktualnie doktorantka na tym samym wydziale. Odbyła półroczny staż na Państwowym Uniwersytecie w Sankt Petersburgu w ramach bilateralnej wymiany między uczelniami (2010-2011). Przez kilka lat była aktywnym członkiem koła naukowego „Touching Europe”.

Przeczytaj też:

6 Responses

Comments are closed.