Cypryjski labirynt

653 0
KAROL WASILEWSKI

Miesiąc przed objęciem przez Republikę Cypryjską przewodnictwa w Unii Europejskiej na wyspie wciąż istnieją de facto dwa państwa. Kolejne zjednoczeniowe starania giną w gąszczu korytarzy cypryjskiego labiryntu. Wraz z rozwiązaniem problemu oddala się kwestia tureckiej akcesji do UE. 

Rok 2012 miał być przełomowy. Bynajmniej nie dlatego, że świat chciał zobaczyć rozwiązanie problemu cypryjskiego przed prorokowaną na podstawie kalendarza Majów apokalipsą. Bieżący rok, a konkretnie jego pierwsza połowa, jest niezwykle istotny. Wraz z nią kończy się bowiem okres, który sprzyjał osiągnięciu porozumienia. Od 1 lipca decydenci Republiki Cypryjskiej znajdą się w wirze wydarzeń, który prawdopodobnie skutecznie będzie odciągał ich uwagę od kwestii zjednoczenia wyspy. Rozpoczynająca się w drugiej połowie roku prezydencja w Radzie Unii Europejskiej w połączeniu z wyborami, które odbędą się w lutym 2013 r., z pewnością nie będzie sprzyjała podejmowaniu trudnych decyzji. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z takiego stanu rzeczy. Wiedzieli, że jeśli negocjacje nie przyniosą rezultatu, wznowiony w 2008 r. proces pokojowy ponownie ulegnie zahamowaniu. Dynamikę wydarzeń rozumiał także Sekretarz Generalny ONZ, pod którego auspicjami przebiegały rokowania. Wielokrotnie kontaktował się z liderami obu społeczności (greckiej i tureckiej), które zamieszkują wyspę. Ustami swojego Specjalnego Przedstawiciela ds. Cypru, Alexandra Downera, sugerował, że jeśli strony nie osiągną porozumienia, „prawdopodobnie dojdziemy do miejsca, w którym będziemy mogli zrobić dla nich niewiele więcej”. Rozumiał to także rząd Republiki Turcji, którego przedstawiciele nieraz ostrzegali, że w wypadku zachowania status quo na wyspie Turcja będzie zmuszona zamrozić relacje z Unią Europejską w momencie objęcia prezydencji przez Republikę Cypryjską. Wydaje się jednak, że na porozumieniu najmniej zależało tym, którzy powinni nim być najbardziej zainteresowani. Zarówno Dimitris Christofias (lider społeczności greckiej), jak i Derviş Eroğlu (jego odpowiednik po stronie tureckiej) brali oczywiście udział w „przedstawieniu”. Problem w tym, że żaden z nich nie chciał zejść ze sceny w cieniu drugiego. Rodzi się pytanie, czy postrzegani od lat jako marionetki w rękach Grecji i Turcji politycy nie są czasem wybitnymi pokerzystami.

Wyspa niezgody 

Śródziemnomorska wyspa od dawna jest przedmiotem sporów między zamieszkującymi ją społecznościami – grecką i turecką – oraz wspierającymi je Grecją i Turcją. Porozumienia, które udało się osiągnąć w 1959 r., miały umożliwić pokojowe współistnienie obu grup w ramach jednego państwa. Kompromis okazał się niezwykle kruchy. Już w latach sześćdziesiątych dochodziło do walk między obydwoma społecznościami. Mniej liczni Cypryjczycy pochodzenia tureckiego uzyskali wsparcie tureckiej armii. Przełom nastąpił jednak dopiero w 1974 r. Rządząca w Atenach junta wojskowa w sytuacji braku sukcesów w polityce wewnętrznej chciała poprawić swoje notowania dzięki skutecznej polityce zagranicznej. Służyć temu miało enosis – przyłączenie wyspy do Grecji. Intryga się nie powiodła. Działania Greków spotkały się ze zdecydowaną reakcją Turków. W efekcie wyspa została podzielona. Dziś na terenie Cypru znajdują się dwa państwa, choć tylko jedno z nich cieszy się międzynarodowym uznaniem. Jest to zamieszkiwana przez Cypryjczyków pochodzenia greckiego Republika Cypryjska. Znajdująca się na północy Turecka Republika Północnego Cypru (TRPC) uznawana jest wyłącznie przez Turcję.

Społeczność międzynarodowa podejmowała pewne próby rozwiązania problemu. Utrzymujące się status quo nie przeszkadzało jednak zbytnio Grecji i Turcji. Sprawa skomplikowała się po 1990 r., gdy Cypr złożył wniosek o członkostwo w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej. W Ankarze zawrzało. Wkrótce Republika Cypryjska uzyskała status kandydata. Zaniepokojona Turcja doskonale wiedziała, dokąd zmierza sytuacja. Rozumiała także, jakie konsekwencje dla niej samej mogą wiązać się z członkostwem Cypru w UE. Decyzja o przyznaniu Republice Cypryjskiej statusu państwa kandydackiego może być postrzegana różnie. Z jednej strony z pewnością wpłynęła na przyśpieszenie procesu pokojowego. Już w 2002 r. powstał bowiem tzw. Plan Annana – do tej pory najbardziej kompleksowa propozycja rozwiązania problemu, przedstawiona przez ówczesnego Sekretarza Generalnego ONZ. Z drugiej jednak, akceptując Republikę Cypryjską jako kandydata, UE straciła możliwość pełnienia roli bezstronnego arbitra. W kwietniu 2004 r. na wyspie odbyło się referendum w sprawie przyjęcia porozumienia. Podczas gdy 2/3 Cypryjczyków tureckiego pochodzenia opowiedziało się za jego przyjęciem, około 75% społeczności greckiej zadecydowało o jego odrzuceniu. Inicjatywa Annana zakończyła się fiaskiem. Z perspektywy czasu i dokładnej analizy zapisów porozumienia można powiedzieć, że nic w tym dziwnego. Grecy, którzy wiedzieli, że mają przewagę liczebną, nie chcieli się zgodzić na rozwiązanie kompromisowe, które, ich zdaniem, zbyt dobrze zabezpieczało interesy Cypryjczyków pochodzenia tureckiego. Niecały miesiąc później Republika Cypryjska stała się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Dla dumnych Turków była to niezwykle ciężka do przełknięcia zniewaga. Choć ponad rok później, 3 października 2005 r., UE rozpoczęła negocjacje akcesyjne z samą Turcją, Ankara nigdy nie zapomniała Brukseli tego, że przyjmując Republikę Cypryjską w poczet swoich członków bezpośrednio zaangażowała się w konflikt.

„Jeszcze będzie przepięknie…”

Tym razem miało być inaczej. Wznowiony w 2008 r. proces pokojowy miał doprowadzić do zjednoczenia wyspy. Choć nie ustalono żadnych restrykcyjnych terminów, w ramach których należałoby domykać poszczególne sporne kwestie, wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że problem musi zostać rozwiązany przed 1 lipca 2012 r. Paradoksalnie kryzys gospodarczy, który zaniepokoił wielu światowych liderów, w kwestii cypryjskiej przyniósł powiew nadziei. Cypryjczycy pochodzenia greckiego mieli zrozumieć, że zjednoczenie, mimo kosztów, które z pewnością niosłoby ze sobą na początku procesu, w dłuższej perspektywie mogło przynieść wymierne korzyści gospodarcze. TRPC mogła natomiast zostać pozbawiona wsparcia potężnego sojusznika. W Turcji słychać było bowiem głosy niezadowolenia społeczeństwa z tego, że w trakcie zawirowań gospodarczych pieniądze z budżetu państwa zamiast na walkę z kryzysem wędrują do „tureckich braci” na Cyprze. Kryzys gospodarczy obszedł się jednak z Turcją niezwykle łagodnie, a głosy sprzeciwu ucichły.

Proces pokojowy szczególnej dynamiki nabrał w drugiej połowie 2011 r. Tak jakby Ban Ki-moon nagle uzmysłowił sobie, że już za rok na swojej drodze napotka mur, a pokojowa Nagroda Nobla, którą z pewnością otrzymałby za rozwiązanie problemu, znacznie się oddali. Rozmowy cypryjskich liderów pod auspicjami Sekretarza Generalnego ONZ odbywały się w lipcu i październiku 2011 r. oraz styczniu bieżącego roku. Na początek maja 2012 r. planowano zwołanie międzynarodowej konferencji, na której, poza przedstawicielami społeczności cypryjskich, miały pojawić się także tzw. siły gwarantujące niepodległość Cypru – Wielka Brytania, Grecja i Turcja. Do tego czasu Dimitris Christofias i Derviş Eroğlu mieli wyjaśnić wszystkie sporne kwestie. Liderzy cypryjskich społeczności sumiennie jeździli na konferencje, spotykali się, wymieniali spostrzeżeniami. Nie przeszkadzał im w tym nawet fakt, że w międzyczasie wybuchł nowy spór, związany ze złożami gazu, których eksploatację rozpoczęła Republika Cypryjska. Oczywiście błędem byłoby stwierdzenie, że kwestia ta nie miała wpływu na rokowania. TRPC, wraz z Turcją, postarały się bowiem o stosowną odpowiedź. Obaj liderzy robili jednak wszystko, aby nie zerwać rozmów pokojowych. Na początku stycznia zdobyli się nawet na piękny symboliczny gest – wspólnie urządzili obiad dla oficjeli Narodów Zjednoczonych. Impreza odbyła się w Pyli – jedynym na wyspie mieście, gdzie społeczności grecka i turecka od lat żyją obok siebie. Christofias i Eroğlu rozmawiali, uzgadniali, starali się odgrywać swoje role w przedstawieniu Sekretarza Generalnego. Niemal po każdym ich spotkaniu w Nowym Jorku wydawano komunikat, z którego świat mógł się dowiedzieć, że „rozmowy przyniosły ograniczony postęp”. Sygnalizowano jednak, że wciąż nie udało się osiągnąć porozumienia w najważniejszych kwestiach. Tak zostało do dziś. Majowa konferencja, która prawdopodobnie oznaczałaby zakończenie konfliktu, została odwołana.

W jedności siła?

Od faktycznego rozbicia Cypru minęło już niemal pół wieku. Czy w takim czasie nie można wypracować skutecznych rozwiązań, które umożliwiałyby pokojowe współistnienie społeczności zamieszkujących wyspę w ramach jednego państwa? A może zjednoczenie wcale nie jest ich celem? Aby móc udzielić odpowiedzi na te pytania, należy dokładniej przyjrzeć się sytuacji poszczególnych stron konfliktu.

Pozycję Republiki Cypryjskiej i Tureckiej Republiki Północnego Cypru trudno porównać. To ta pierwsza jest członkiem Unii Europejskiej i wyłącznie ona w pełni korzysta z dobrodziejstw, które z tego wynikają. To Republika Cypryjska jest uznawana przez społeczność międzynarodową, co ma konsekwencje nie tylko prestiżowe, ale również praktyczne. Turysta, który swoje wakacje chciałby spędzić koniecznie na północy wyspy, musiałby być mocno zdeterminowany. Lotniska TRNC nie mogą bowiem obsługiwać lotów międzynarodowych. Zrozumiałe jest zatem, że turyści, którzy chcą udać się na Cypr, wybiorą się raczej na południe wyspy. To wreszcie Republika Cypryjska może brać udział w handlu międzynarodowym i być częścią światowego systemu finansowego. W takiej sytuacji Cypryjczykom pochodzenia greckiego rzeczywiście trudno jest dostrzec korzyści, które mogłoby przynieść zjednoczenie.

Turecka Republika Północnego Cypru jest państwem uznawanym jedynie przez Turcję. Mimo tej niesprzyjającej okoliczności radzi sobie całkiem nieźle. W dużej mierze wynika to z silnych więzów, które łączą ją z Ankarą. Gospodarka TRNC jest ściśle skorelowana z gospodarką Turcji. Symbolem tej współzależności może być waluta, która obowiązuje na północy wyspy (lira turecka). Oba kraje razem korzystają ze wzrostu gospodarczego, wspólnie też cierpią w czasach kryzysu. Wzory wypracowane przez gospodarkę turecką, są przejmowane przez Cypryjczyków pochodzenia tureckiego. Kryzysy, które nawiedziły Turcję na przełomie wieków, spowodowały, że tureccy politycy zrozumieli, jak ważną rolę pełnią instytucje nadzorujące system finansowy. Po części to właśnie dzięki temu Ankara tak dobrze poradziła sobie z obecnym kryzysem gospodarczym. Wzór ten został oczywiście skopiowany przez polityków z północnego Cypru. Wydaje się, że Cypryjczycy pochodzenia tureckiego oswoili się z życiem w izolacji. Żartobliwie można powiedzieć, że z niektórych względów mogą ją postrzegać jako pewnego rodzaju błogosławieństwo. Dzięki niej na wyspie nie ma bowiem giełdy papierów wartościowych, co czyni ją odporną na spekulacje. Turkom z północnego Cypru niestraszny jest nawet postrach wszystkich światowych gospodarek – agencje ratingowe. Wykorzystują szanse, które daje im rzeczywistość. Niedogodności podróży (aby dostać się na północną część wyspy, turyści muszą podróżować przez Turcję lub wylądować na greckiej części wyspy i przekroczyć granicę), rekompensują niższą niż na południu ceną wakacji. Konkurencyjnymi cenami kuszą również studentów. Turecki dziennik „Zaman” twierdzi, że na uniwersytetach w TRNC studiuje już blisko 50 tys. żaków. Nie oznacza to jednak, że na wyspie panuje sielanka. Choć Turcy z północnego Cypru nauczyli się żyć w izolacji, jej przełamanie powitaliby z wielką satysfakcją. Otwarcie TRNC na świat przyniosłoby dla nich ogromne korzyści. Północ mogłaby obsługiwać loty międzynarodowe, a także gościć studentów nie tylko z Turcji, ale również z całego świata. Efektem izolacji jest bowiem także to, że dyplomy zdobyte na uczelniach północnego Cypru nie są uznawane na świecie. Przede wszystkim jednak obecny stan rzeczy powoduje, że TRNC jest wyłączona ze światowego systemu finansowego i międzynarodowego handlu.

Zjednoczenie Cypru przyniosłoby korzyści także dla Turcji. Konflikt cypryjski skutecznie blokuje europejskie aspiracje Ankary. Uregulowane stosunki Republiki Cypryjskiej z Republiką Turcji mogłyby przełamać impas w negocjacjach. Problem w tym, że aby tego dokonać, obie strony muszą zdobyć się na wyrzeczenia. W ostatnim czasie politycy tureccy sygnalizowali możliwość pewnych zmian. Pod koniec listopada minister ds. europejskich Egemen Bağış powiedział w wywiadzie dla agencji „Reuters”: „W momencie gdy samoloty British Airways, Air France, KLM, Lufthansy wylądują w Ercan (na północy Cypru), Turcja będzie gotowa do otwarcia wszystkich swoich lotnisk, portów i przestrzeni powietrznej dla statków i samolotów cypryjskich Greków”. Zasugerował tym samym, że w odniesieniu do Cypru można zastosować „model tajwański”, związek „oparty na handlu”. Do tej pory nie doczekaliśmy się odpowiedzi na tę propozycję. Jak się wydaje, Republika Cypryjska rozumie, że otwarcie portów północnego Cypru mogłoby spowodować, że i tak już topniejące wpływy z turystyki wędrowałyby do jej budżetu w znacznie mniejszych ilościach. Trudno obecnie spodziewać się, aby Turcja zdecydowała się na otwarcie swoich portów dla Republiki Cypryjskiej na podstawie jednostronnego gestu dobrej woli. Nic w tym dziwnego. Ankara obawia się bowiem, że takie posunięcie nie zachęciłoby Cypryjczyków greckiego pochodzenia do współpracy, a jedynie rozbudziło ich apetyt.

„Powiedz im, że to niepodległe państwo”

Świat od lat stara się znaleźć rozwiązanie problemu cypryjskiego. Najtęższe umysły globu trudzą się, aby wypracować kompromis, który mógłby odpowiadać obu stronom. Obecni liderzy cypryjskich społeczności jeżdżą na konferencje, uśmiechają się do kamer, spotykają się ze sobą. Osiągają nawet pewne rezultaty. W trakcie rozmów w 2011 i 2012 r. wypracowano podobno porozumienie w sprawach związanych z gospodarką, Unią Europejską i bezpieczeństwem wewnętrznym. Dimitris Christofias i Derviş Eroğlu wciąż jednak nie mogą dogadać się w kluczowych kwestiach. Nie udało się doprecyzować problemu wyboru liderów, pewnych specyficznych kwestii związanych z prawem własności oraz granic między częściami składowymi federacji. Analiza takiego stanu rzeczy oraz wypowiedzi obu liderów po kolejnych konferencjach powoduje, że uważnemu obserwatorowi procesu pokojowego może nasunąć się pytanie, czy na porozumieniu tak naprawdę komukolwiek zależy? Świat mógłby wreszcie dostrzec, że obaj panowie są w stanie porozumieć się w kwestiach mniej kontrowersyjnych, natomiast za nic nie chcą ustąpić ze swoich stanowisk w sprawach kluczowych. Ktoś mógłby rzec, że kompromis udało się już przecież raz osiągnąć. Rzeczywistość pokazała jednak, że Plan Annana, który wydawał się majstersztykiem (i być może rzeczywiście nim był), był nie do zaakceptowania dla społeczności greckiej. Zarówno Christofias, jak i Eroğlu wyśmienicie odgrywają swoje role. Żaden z nich nie chce przejść do historii jako ten, który zerwał proces pokojowy, czym przekonują świat, że zależy im na porozumieniu. Wydaje się, że w rzeczywistości jest jednak inaczej.

Republika Cypryjska, która korzysta z wszelkich dobrodziejstw wynikających z członkostwa w Unii Europejskiej i międzynarodowego uznania, nie jest w stanie dostrzec korzyści, które może przynieść jej zjednoczenie. Cypryjczycy pochodzenia tureckiego wprawdzie to rozumieją, ale boją się, że w przyszłym zjednoczonym państwie zostaną zdominowani przez grecką większość. Liderzy społeczności zachowują się jak wytrawni pokerzyści, którzy co chwilę podnoszą stawkę. Nikt jednak do tej pory nie powiedział „sprawdzam”. Dimitris Christofias ma z pewnością mocniejsze karty. Wydaje się jednak, że Derviş Eroğlu nadrabia taktyką – stara się robić wszystko, aby pokazać się jako człowiek, któremu zależy na porozumieniu. Być może ma nadzieję, że gdy proces pokojowy upadnie nie z jego winy, wraz z Turcją, będzie mógł przystąpić do realizacji „planu B”. Co to oznacza? W mediach pojawiają się różne interpretacje. Jedna z nich mówi, że dalszym krokiem będą dyplomatyczne starania Turcji o uzyskanie międzynarodowego uznania dla Tureckiej Republiki Północnego Cypru.

Czy jest szansa, że Cypr stanie się kiedyś jedną wielką Pylą, gdzie społeczności grecka i turecka będą żyły obok siebie? Przecież świat od lat stara się znaleźć wyjście z tego cypryjskiego labiryntu. Czy istnieje zatem sposób na rozwiązanie konfliktu cypryjskiego? Jasne. Jaki? Najprostszy z możliwych. Świat powinien dać wyspie spokój. Uznać stan faktyczny, a więc istnienie dwóch państw cypryjskich, i czekać. Dopiero wtedy obie społeczności będą mogły w pełni dostrzec korzyści, które mogą płynąć ze zjednoczenia. Rozpieszczana dotąd przez świat Republika Cypryjska będzie mogła zauważyć, że na północy rośnie jej konkurent, który prawdopodobnie przejmie część jej wpływów z turystyki, które stanowią istotną część budżetu, i zrozumie, że na sukces trzeba zapracować. Turecka Republika Północnego Cypru dostrzeże natomiast korzyści z otwarcia na świat i w pewnym momencie być może zrozumie, że wspólnymi siłami obie społeczności będą mogły osiągnąć więcej. Powstanie dwóch cypryjskich państw spowoduje prawdopodobnie, że Turcja uzna Republikę Cypryjską i otworzy dla niej swoje porty, lotniska i przestrzeń powietrzną. W ten sposób rozwiązany zostałby kolejny problem, a negocjacje akcesyjne Turcji z Unią Europejską, mogłyby ruszyć z miejsca. Wydaje się, że jest to jedyne możliwe wyjście z problemu cypryjskiego, choć świat usilnie nie chce go dostrzec.

W styczniu Turcja i TRNC pogrążyły się w żałobie. Pechowy piątek trzynastego przyniósł smutną wiadomość. Zmarł Rauf Denktaş – ojciec-założyciel północnocypryjskiej republiki. Podobno w ostatnich słowach, które wypowiedział na łożu śmierci, zwrócił się do córki mówiąc: „Powiedz im, że to niepodległe państwo”. Co ciekawe, jak twierdzi gazeta „Zaman”, słowa te miał wypowiedzieć po grecku. Przeciwnik zjednoczenia, który ostatnie słowa w życiu wypowiada po grecku? Być może nieprawdziwa, ale z pewnością piękna historia, która daje do myślenia.

 Artykuł jest przedrukiem z papierowego wydania magazynu NOTABENE (kwiecień 2012) za zgodą autora i redakcji.

To be happy it is important to be healthy. How can medicines help up? It isn’t difficult for immigrants to purchase drugs online. How it is possible? For example Xylocaine causes loss of feeling in an area of your body. Given during childbirth. Secondly treats emergency heart rhythm problems. Usually, if you have lost the charisma, charm to a particular partner, treatment options like Cialis to improve potency is unlikely to help him back. Cialis is a drug used to treat varied troubles. What do you already know about sildenafil vs tadalafil? Apparently each adult has heard about vardenafil vs sildenafil. (Read more http://rootinfonline.com/cialis-for-daily-use.html). Like all other medications, Cialis is also confidential accordingly of it’s active ingredient. While the medicine is credited with nerve pain, it can also cause sexual frustration. The most common potentially serious side effects of such medicaments like Cialis is stuffy or runny nose. Tell local physician if you have any unwanted side effect that bothers you. Discuss the matter with your health care professional to ensure that you can use this drug. Some tests can be used to extent of male sexual problems.

The following two tabs change content below.

Karol Wasilewski

Absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego (specjalizacja dyplomacja współczesna) oraz studiów pierwszego stopnia na Wydziale Orientalistycznym (kierunek turkologia). Aktualnie student studiów III stopnia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Autor książki "Turecki sen o Europie - tożsamość zachodnia i jej wpływ na politykę zagraniczną Republiki Turcji".

Brak komentarzy on "Cypryjski labirynt"

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>